Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Powiedz mi pan - odezwała się nagle dama do Klejna - na co podkowy ludziom, którzy nie mają za co utrzymywać koni?...
- Otóż, proszę pana - mówił baron - wybrać mi jeszcze parę drobiazgów w formie podkowy...
- Może by popielniczkę? - zapytał Mraczewski.
- Dobrze, popielniczkę - odparł baron.
- Może gustowny kałamarz z siodłem, dżokejką, szpicrutą?
- Proszę o gustowny kałamarz z siodłem i dżokejką...
- Powiedz mi pan - mówiła dama do Klejna podniesionym głosem - czy wam nie wstyd zwozić tak kosztowne drobiazgi, kiedy kraj jest zrujnowany?... Czy nie wstyd kupować konie wyścigowe...
- Drogi panie - zawołał niemniej głośno baron do Mraczewskiego - zapakuj wszystkie te garnitury, popielniczkę, kałamarz i odeszlij mi do domu. Macie prześliczny wybór towarów... Serdecznie dziękuję...Adieu!...
I wybiegł ze sklepu, wracając się parę razy i spoglądając na szyld nad drzwiami.
Po odejściu oryginalnego barona w sklepie zapanowało milczenie. Rzecki patrzył na drzwi, Klejn na Rzeckiego, a Lisiecki na Mraczewskiego, który znajdując się z tyłu damy krzywił się w sposób bardzo dwuznaczny.
Dama z wolna podniosła się z krzesła i zbliżyła się do kantorka, za którym siedział Wokulski.
- Czy mogę spytać - rzekła drżącym głosem - ile panu winien jest ten pan, który dopiero co wyszedł?...
- Rachunki tego pana ze mną, szanowna pani, gdyby je miał, należą tylko do niego i do mnie - odpowiedział Wokulski kłaniając się.
- Panie - ciągnęła dalej rozdrażniona dama - jestem Krzeszowska, a ten pan jest moim mężem. Długi jego obchodzą mnie, ponieważ on zagarnął mój majątek, o który w tej chwili toczy się między nami proces...
- Daruje pani - przerwał Wokulski - ale stosunki między małżonkami do mnie nie należą.
- Ach, więc tak?... Zapewne, że dla kupca jest to najwygodniej. Adieu.
I opuściła sklep trzaskając drzwiami.
W kilka minut po jej odejściu wbiegł do sklepu baron. Parę razy wyjrzał na ulicę, a następnie zbliżył się do Wokulskiego.
- Najmocniej przepraszam - rzekł usiłując utrzymać binokle na nosie - ale jako stały gość pański, ośmielę się w zaufaniu zapytać: co mówiła dama, która wyszła przed chwilą?... Bardzo przepraszam za moją śmiałość, ale w zaufaniu...
- Nic nie mówiła, co by kwalifikowało się do powtórzenia - odparł Wokulski.
- Bo uważa pan, jest to, niestety! moja żona... Pan wie, kto jestem... Baron Krzeszowski... Bardzo zacna kobieta, bardzo światła, ale skutkiem śmierci naszej córki trochę zdenerwowana i niekiedy... Pojmuje pan?... Więc nic?..
- Nic.
Baron ukłonił się i już we drzwiach skrzyżował spojrzenia z Mraczewskim, który mrugnął na niego.
- Więc tak?... - rzekł baron, ostro patrząc na Wokulskiego.
I wybiegł na ulicę. Mraczewski skamieniał i oblał się rumieńcem powyżej włosów. Wokulski trochę pobladł, lecz spokojnie usiadł do rachunków.
- Cóż to za oryginalne diabły, panie Mraczewski? - spytał Lisiecki.
- A to cała historia! - odparł Mraczewski przypatrując się spod oka Wokulskiemu. - Jest to baron Krzeszowski, wielki dziwak, i jego żona, trochę narwana. Nawet skuzynowani ze mną, ale cóż!... - westchnął spoglądając w lustro. - Ja nie mam pieniędzy, więc muszę być w handlu; oni jeszcze mają, więc są moimi kundmanami...
- Mają bez pracy!... - wtrącił Klejn. - Ładny porządek świata, co?

Strony: