Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

Jakiś czas oboje siedzieli milcząc. Pani Wąsowska była zirytowana, Wokulski sposępniał.
- Nie!... - zawołała nagle - ja muszę z pana wydobyć zdanie stanowcze...
- O czym?
- O różnych kwestiach, na które mi pan odpowie jasno i wyraźnie.
- Czy to ma być egzamin?
- Coś na kształt tego.
- Słucham panią.
Można było myśleć, że się waha; przemogła się jednak i zapytała:
- Więc utrzymuje pan, że baron miał prawo odepchnąć i zniesławić kobietę?...
- Która go oszukała?... Miał.
- Co pan nazywa oszustwem?
- Przyjmowanie uwielbień barona pomimo feblika, jak pani mówi, do pana Starskiego.
Pani Wąsowska przygryzła usta.
- A baron ile miał takich feblików?...
- Zapewne tyle, na ile mu starczyło ochoty i okazji - odparł Wokulski. - Ale baron nie pozował na niewinność, nie nosił tytułu specjalisty od czystości obyczajów, nie był za to otaczany hołdami... Gdyby baron zdobył czyjeś serce twierdząc, że nigdy nie miał kochanek, a miał je, byłby także oszustem. Co prawda, nie tego w nim szukano.
Pani Wąsowska uśmiechnęła się.
- Wyborny pan jesteś!... A któraż kobieta twierdzi czy zapewnia was, że nie miała kochanków?...
- Ach, więc pani ich miała...
- Mój panie!... - wybuchnęła wdówka zrywając się.
Wnet jednak opamiętała się i rzekła chłodno:
- Zastrzegam sobie u pana niejaką względność w wyborze argumentów.
- Na co to?... Przecież oboje mamy równe prawa, a ja wcale się nie obrażę, jeżeli pani zapyta mnie o liczbę moich kochanek.
- Nie ciekawam.
Zaczęła chodzić po salonie. W Wokulskim zadrgał gniew., ale go opanował.
- Tak, przyznaję panu - mówiła - że nie jestem wolną od przesądów. No, ale ja jestem tylko kobietą, mam mózg lżejszy, jak utrzymują wasi antropologowie: zresztą jestem spętana stosunkami, nałogami i Bóg wie czym!... Gdybym jednak była rozumnym mężczyzną jak pan i wierzyła w postęp jak pan, umiałabym otrząsnąć się z tych naleciałości, a choćby tylko uznać, że prędzej lub później kobiety muszą być równouprawnione.
- Niby pod względem tych feblików?...
- Niby... niby... - przedrzeźniała go. - Właśnie mówię o tych feblikach...
- O!... to po cóż mamy czekać na wątpliwe rezultaty postępu? Już dziś jest bardzo wiele kobiet równouprawnionych pod tym względem. Tworzą nawet potężne stronnictwo, nazywające się kokotami... Ale dziwna rzecz: posiadając względy mężczyzn, panie te nie cieszą się życzliwością kobiet...
- Z panem nie można rozmawiać, panie Wokulski - upomniała go wdówka.
- Nie można ze mną rozmawiać o równouprawnieniu kobiet?
Pani Wąsowskiej zapłonęły oczy i krew uderzyła na twarz. Usiadła gwałtownie na fotelu i uderzywszy ręką w stół, zawołała:
- Dobrze!... otóż wytrzymam pański cynizm i będę mówiła nawet o kokotach... Dowiedzże się pan, że trzeba mieć bardzo niski charakter, ażeby zestawiać te damy, które sprzedają się za pieniądze, z kobietami uczciwymi i szlachetnymi, które oddają się z miłości...
- Ciągle pozując na niewinność...
- Chociażby.
- I po kolei oszukując naiwnych, którzy temu wierzą.

Strony: