Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

Aż rozpłakał się. Przysiągł, że odtąd wejdzie na dobrą drogę i że jeżeli dotychczas nie wszedł na nią, to tylko z twojej winy.
"Byłem pełen najszlachetniejszych zamiarów - mówił - ale pan Wokulski, zamiast podać mi rękę, zamiast utwierdzić w zacnych intencjach, zbył mnie lekceważeniem..."
- Poczciwa dusza! - roześmiał się Wokulski. - Cóż więcej?
- W mieście gadają - mówił Rzecki - że opuszczasz spółkę...
- Tak...
- I że odstępujesz ją Żydom.
- No, przecież moi wspólnicy nie są starą garderobą, ażebym mógł ich odstępować - wybuchnął Wokulski. - Mają pieniądze, mają głowy na karkach... Niech znajdą ludzi i niech sobie radzą.
- Kogo oni tam znajdą, a choćby znaleźli, komu zaufają, jeżeli nie Żydom!... A Żydzi na serio myślą o tym interesie. Nie ma dnia, ażeby nie odwiedził mnie Szuman albo Szlangbaum, a każdy namawia, ażebym ja po tobie prowadził spółkę...
- Właściwie ty ją dziś prowadzisz.
Rzecki machnął ręką.
- Twoimi pomysłami i pieniędzmi! - odparł. - Ale mniejsza... Z tego widzę, że Szuman należy do jednej partii, a Szlangbaum do drugiej i że potrzebują sztromanów... Przede mną jeden na drugiego wiesza psy, ale wczoraj słyszałem, że obie partie już mają się porozumieć.
- Mądrzy! - szepnął Wokulski.
- Ale ja do nich straciłem serce - odparł Rzecki. - Jestem przecie stary kupiec i mówię ci, że u nich wszystko stoi na bladze, szacherce i tandecie.
- Nie bardzo im wymyślaj - wtrącił Wokulski - boć to przecie my ich wyhodowaliśmy...
- Nie my!... - zawołał gniewnie Rzecki - oni wszędzie tacy... Gdziekolwiek ich spotkałem: w Peszcie, Konstantynopolu, w Paryżu i w Londynie, zawsze widziałem jedną zasadę: dawać jak najmniej, a brać jak najwięcej, tak we względzie materialnym, jak i w moralnym... Blichtr... zawsze blichtr!...
Wokulski zaczął chodzić. po pokoju.
- Szuman miał rację - rzekł - że wzrasta do nich niechęć, kiedy nawet ty...
- Ja nie jestem niechętny... ja już schodzę z pola... Ale spojrzyj tylko, co się tu dzieje?... Gdzie oni nie włażą, gdzie nie otwierają sklepów, do czego nie wyciągają rąk?... A każdy, byle zajął jakie stanowisko, prowadzi za sobą cały legion swoich, bynajmniej nie lepszych od nas, nawet gorszych. Zobaczysz, co zrobią z naszym sklepem: jacy to tam będą subiekci, jakie towary... I ledwie zagarnęli sklep, już wkręcają się między arystokrację, już biorą się do twojej spółki...
- Nasza wina... Nasza wina!... - powtarzał Wokulski. - Nie możemy odmawiać ludziom prawa do zdobywania stanowisk, ale możemy bronić własnych.
- Ty sam opuszczasz stanowisko.
- Nie przez nich; oni ze mną uczciwie wychodzili.
- Boś był im potrzebny. Z ciebie i twoich stosunków zrobili szczebel...
- No, co tam - przerwał Wokulski - obaj nie przekonamy, się... Ale, ale... Mam tu urzędowe papiery o śmierci Ludwika Stawskiego.
Rzecki zerwał się z fotelu.
- Męża pani Heleny?... Gdzie?... - mówił rozgorączkowany. - Ależ to ocalenie dla nas wszystkich!...
Wokulski podał dokumenta, które Rzecki schwycił drżącymi rękoma.

- Wieczny odpoczynek i... chwała Bogu!... - prawił czytając.- No, kochany Stachu, dziś nie ma już żadnej przeszkody... Zeń się z nią... Ach, gdybyś wiedział, jak ona cię kocha... Zaraz doniosę o tym biedaczce, a papiery ty sam zawieź i... oświadcz się z miejsca... Już widzę,
Strony: