Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Tak czy owak, spółkę opanują Żydzi.
- Ale bez twej pomocy zrobią to Żydzi chederowi, a z tobą zrobiliby uniwersyteccy.
- Czy to nie wszystko jedno! - odparł Wokulski wzruszając ramionami.
- Nie wszystko. Nas z nimi łączy rasa i wspólne położenie, ale dzielą poglądy. My mamy naukę, oni Talmud, my rozum, oni spryt; my jesteśmy trochę kosmopolici, oni partykularyści, którzy nie widzą dalej poza swoją synagogę i gminę. Gdy chodzi o wspólnych nieprzyjaciół, są wybornymi sprzymierzeńcami, ale gdy o postęp judaizmu... wówczas są dla nas nieznośnym ciężarem! Dlatego w interesie cywilizacji leży, ażeby kierunek spraw był w naszych rękach. Tamci mogą tylko zaplugawić świat chałatami i cebulą, ale nie posunąć go naprzód... Pomyśl o tym, Stachu!...
Uściskał Wokulskiego i wyszedł pogwizdując arię: "Rachelo, kiedy Pan w dobroci niepojęty..."
"Tak tedy - myślał Wokulski - zanosi się na walkę między Żydami postępowymi i zacofanymi o naszą skórę, a ja mam brać w niej udział jako sprzymierzeniec tych albo tamtych... Piękna rola!:.. Ach, jak mnie to nudzi i nuży..."
Zaczął marzyć, i znowu zobaczył odrapany mur domu Geista i nieskończoną ilość schodów, na szczycie których siedział posąg spiżowej bogini, z głową w chmurach i z zagadkowym napisem u stóp: "Niezmienna i czysta..."
Przez chwilę, kiedy patrzył na fałdy jej sukni, śmiać mu się chciało i z panny Izabeli, i ż jej triumfującego wielbiciela, i z własnych cierpień.
"Czy to podobna?... czy to podobna?... - szepnął. - Ażebym ja..."
Ale posąg wnet zniknął, a ból powrócił i rozsiadł się w jego sercu jak wielki pan, któremu nikt nie sprosta.
W parę dni po wizycie Szumana zjawił się u Wokulskiego Rzecki. Był bardzo mizerny, podpierał się laską i tak zmęczył się wejściem na pierwsze piętro, że zadyszany upadł na krzesło i z trudnością mówił.
Wokulski przeraził się.
- Co tobie, Ignacy?... - zawołał.
- Et, nic!... Trochę starość, trochę... Ot, nic!...
- Ależ ty lecz się, mój drogi, wyjedź gdzie...
- Powiem ci, że próbowałem wyjeżdżać... Już nawet byłem na kolei. Ale ogarnęła mnie taka tęsknota za Warszawą i... za naszym sklepem - dodał ciszej - że... Iii... co tam!... Przepraszam cię, żem tu przyszedł...
- Ty mnie przepraszasz, kochany stary?.. Ja myślałem, że gniewasz się na mnie.
- Ja na ciebie?... - odparł Rzecki wpatrując się w niego z przywiązaniem. - Ja na ciebie?... - Ale co tam!... Przypędziły mnie tu interesa i ciężki kłopot...
- Kłopot?
- Wyobraź sobie, że Klejn aresztowany...
Wokulski cofnął się z krzesłem.
- Klejn i ci dwaj... pamiętasz?... Ten Maleski i Patkiewicz...
- Za co?
- Oni mieszkali w domu baronowej Krzeszowskiej, no i trochę, co prawda, szykanowali tego... tego Maruszewicza... On groził, a ci jeszcze lepiej... W końcu poleciał na skargę do cyrkułu... Zeszła policja, zrobił się jakiś skandal i wszystkich trzech wzięto do kozy.
- Dzieciaki... dzieciaki!... - szepnął Wokulski.

- Ja to samo mówiłem - ciągnął Rzecki. - Naturalnie, nic im się nie stanie, ale zawsze niemiła historia. Ten osioł Maruszewicz sam przestraszony... Wpadł do mnie, przysięgał, że on temu nie winien... Nie mogłem już wytrzymać i odpowiedziałem mu: "Żeś pan nie winien, jestem pewny; ale i to pewne, że w naszych czasach Pan Bóg opiekuj się hultajami... Bo naprawdę to pan powinieneś siedzieć dziś pod kluczem za fałszowanie podpisów,, ale nie te lekkoduchy..."
Strony: