Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

Dziś kontent jestem z siebie i choćbym nie chciał, muszę przyznać, że mam metternichowską głowę. Jak to ja wpadłem na myśl zakochania Stacha w pani Helenie, jak ja to wszystko ułożyłem, ażeby im nie przeszkadzano!...
Bo dziś nie mam już najmniejszej wątpliwości, że i pani Stawka, i Wokulski wpadli w zastawioną na nich pułapkę. Ona w ciągu paru tygodni zmizerniała (ale jeszcze lepiej wyładniała, bestyjka!), a on formalnie traci głowę. Jeżeli tylko nie jest wieczorem u Łęckich, co zresztą trafia się nieczęsto, bo panna wciąż baluje, to zaraz chłopak sprowadza się do pani Stawskiej i siedzi tam choćby do północy. A jak się wtedy ożywia, jak jej opowiada historie o Syberii, o Moskwie, o Paryżu!... Wiem, bo choć nie bywam wieczorami, ażeby im nie przeszkadzać, to zaraz na drugi dzień wszystko opowiada mi pani Misiewiczowa, rozumie się pod najwiçkszym sekretem.
Jedno mi się tylko nie podobało.
Dowiedziawszy się, że Wirski załazi czasem do naszych pań i, naturalnie, płoszy gruchającą parę, wybrałem się, ażeby go ostrzec.
Właśnie już ubrany wychodzę z domu, gdy wtem spotykam w sieni Wirskiego. Naturalnie, zawracam się, zapalam światło, pogadaliśmy trochę o polityce... Następnie zmieniam przedmiot rozmowy i zaczynam obcesowo :
- Chciałem też panu poufnie zakomunikować...
- Wiem już, wiem!... - on mówi śmiejąc się.
- Co pan wiesz?
- A że Wolkulski kocha się w pani Stawskiej.
- Rany boskie! - wołam. - A panu to kto powiedział?...
- No, przede wszystkim nie bój się pan zdradzenia sekretu mówi on poważnie. - W naszym domu sekret to jak w studni...
- Ale kto panu powiedział?
- Mnie, widzisz pan, powiedziała żona, która dowiedziała się o tym od pani Kolerowej...
- A ona skąd?
- Pani Kolerowej powiedziała pani Radzińska, a pani Radzińskiej pod najświętszym słowem powierzyła tę tajemnicę pani Denowa, wiesz pan, ta przyjaciółka pani Misiewiczowej.
- Jakaż nieostrożna pani Misiewiczowa!...
- Ale! - mówił Wirski - cóż miała robić, nieboga, jeżeli Denowa wpadła na nią z góry, że Wokulski przesiaduje u nich do rana, że to jakieś nieczyste sprawy... Naturalnie, zatrwożona staruszka powiedziała jej, że tu nie chodzi o figle, ale o sakrament, i że może pobiorą się około świętego Jana.
Aż mnie głowa zabolała, ale cóż robić? Aj, te baby, te baby!...
- Cóż słychać na mieście? - pytam Wirskiego, ażeby raz skończyć kłopotliwą rozmowę.
- Awantury - mówi - awantury z baronową! Ale daj mi pan cygaro, bo to dwie duże historie.
Podałem mu cygaro, a on opowiedział rzeczy, które ostatecznie przekonały mnie, że źli prędzej czy później muszą być ukarani, dobrzy wynagrodzeni i że w najzakamienialszym sercu tli się przecież iskra sumienia.
- Dawnoś pan był u naszych dam? - zaczyna Wirski.- Ze cztery... z pięć dni... - odparłem. - Pojmujesz pan, że nie chcę przeszkadzać Wokulskiemu, a... i panu radzę to samo. Młoda z młodym prędzej porozumie się aniżeli z nami, starymi.
- Za pozwoleniem! - przerywa Wirski. - Mężczyzna pięćdziesięeioletni nie jest starym; jest dopiero dojrzałym...
- Jak jabłko, które już spada.
- Masz pan rację: mężczyzna pięćdziesięcioletni jest bardzo skłonny do upadku. I gdyby nie żona i dzieci... Panie Ignacy!... panie Rzecki!...
niech mnie diabli wezmą, jeżelibym się nie ścigał z młodymi. Ale, panie, żonaty człowiek to kaleka: kobiety na niego nie patrzą, chociaż... panie Ignacy...

Strony: