Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

musiałbym przyznać, że ma szlachetną naturę, jeżeli gustuje w Ochockim, nie w Starskim. Biedny baron, a jeszcze biedniejsza jego narzeczona, która tak widocznie durzy się w Starskim. Trzeba mieć bardzo pustą głowę i serce..."
Przyglądał się jesiennemu słońcu, szarym ścierniskom i pługom z wolna orzącym ugory i pełen głębokiego smutku w duszy, wyobrażał sobie chwilę, w której już zupełnie straci nadzieję i ustąpi miejsca przy pannie Izabeli Ochockiemu.
"Cóż robić?... Cóż robić, jeżeli go wybrała... Moje nieszczęście, żem ją poznał..."
Wjechali na wzgórze, gdzie roztoczył się przed nimi rozległy horyzont, obejmujący kilka wiosek, lasy, rzekę i miasteczko z kościołem. Brek chwiał się w obie strony.
- Pyszny widok! - zawołała pani Wąsowska.
- Jak z balonu, którym kieruje pan Ochocki - dodał Starski trzymając się poręczy.
- Pan jeździł balonem? - zapytała panna Felicja.
- Balonem pana Ochockiego?.:.
- Nie, prawdziwym...
- Niestety! nie jeździłem żadnym - westchnął Starski - ale w tej chwili wyobrażam sobie, że jadę bardzo lichym.
- Pan Wokulski pewnie jeździł - rzekła tonem głębokiego przekonania panna Felicja.
- Ależ, Felu, o co ty niedługo zaczniesz posądzać pana Wokulskiego! - zgromiła ją pani Wąsowska.
- Istotnie jeździłem... - odparł zdziwiony Wokulski.
- Jeździł pan?... ach, jak to dobrze! - zawołała panna Felicja . - Niech nam pan opowie...
- Jeździł pan?... - odezwał się z kozła Ochocki. - Hola!... Niech pan zaczeka z opowiadaniem, zaraz tam przyjdę. Rzucił lejce furmanowi, choć zjeżdżali z góry, zeskoczył z kozła i po chwili siadł w breku naprzeciw Wokulskiego.
- Jeździł pan?.. - powtórzył. - Gdzie?... Kiedy?...
- W Paryżu, ale tym uwięzionym balonem. Pół wiorsty w górę, prawie żadna podróż - odparł nieco zmieszany Wokulski.
- Niech pan mówi... To musi być olbrzymi widok?... Jakich uczuć doznawał pan?.. - mówił Ochocki. Był dziwnie zmieniony: oczy rozszerzyły mu się, na twarz wystąpił rumieniec. Patrząc na niego trudno było wątpić, że w tej chwili zapomniał o pannie Izabeli.
- To musi być szalona przyjemność... Mów pan... - pytał natarczywie, schwyciwszy Wokulskiego za kolano.
- Widok jest istotnie wspaniały - odpowiedział Wokulski - ponieważ horyzont ma kilkadziesiąt wiorst w promieniu, a cały Paryż i jego okolice wyglądają jak na wypukłej mapie. Ale podróż nie jest miła; może tylko pierwszy raz...
- Jakież wrażenie?..
- Dziwaczne. Człowiek myśli, że sam pojedzie w górę; nagle widzi, że nie on jedzie, ale ziemia szybko zapada mu się pod nogami. Jest to zawód tak niespodziany i przykry, że... chciałoby się wyskoczyć...
- Cóż więcej?... - nalegał Ochocki.
- Drugim dziwowiskiem jest horyzont, który ciągle widać na wysokości wzroku. Skutkiem tego ziemia wydaje się wklęsłą jak ogromny, głęboki talerz.
- A ludzie?... domy?... - Domy wyglądają jak pudełka, tramwaje jak duże muchy, a ludzie jak czarne krople, które szybko biegną w różnych kierunkach, ciągnąc za sobą długie cienie. W ogóle jest to podróż przeładowana niespodziankami.
Ochocki zamyślił się i patrzył przed siebie nic wiadomo na co... Parę razy zdawało się, że chce wyskoczyć z breka i że go drażni towarzystwo, w którym też zapanowała cisza.
Dojechali do lasu, za nimi dwie służące w bryczce. Panie wzięły do rąk koszyki.

- A teraz każda dama ze swoim kawalerem w inną stronę! - zakomenderowała pani Wąsowska. - Panie Starski, ostrzegam, że jestem dziś w wyjątkowym humorze, a co znaczy u
Strony: