Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

też bywa niewidzialną sprężyną czynów wymagających niezwykłego natężenia sił... Teraz panna Izabela zarumieniła się.
Szli jakiś czas w milczeniu. Słońce już schowało się za widnokrąg, a między drzewami parku na zachodzie błyszczał sierp księżyca. Wokulski, głęboko zamyślony, porównywał w duchu dwie dzisiejsze rozmowy, jedną z panią Wąsowską, drugą z panną Izabelą.
"Jakie to inne kobiety!... I czy nie miałem racji przywiązać się do tej oto..."
- Czy mogę zadać panu drażliwe pytanie? - odezwała się nagle panna Izabela miękkim głosem.
- Choćby najdrażliwsze.
- Prawda, że wyjeżdżał pan do Paryża bardzo obrażony na mnie?.
Chciał odpowiedzieć, że to było coś gorszego od obrazy, gdyż posądzenie o obłudę, ale milczał.
- Jestem winną wobec pana... Posądzałam pana...
- Czy nie o malwersację w nabyciu domu ojca pani za pośrednictwem Żydów? - spytał uśmiechając się Wokulski.
- O nie! - odparła żywo. - Przeciwnie, posądzałam pana o czyn wysoce chrześcijański, którego jednak nie mogłabym nikomu przebaczyć. Przez chwilę myślałam, że nasz dom kupił pan... za drogo...
- Dziś chyba uspokoiła się pani.
- Tak. Już wiem, że baronowa Krzeszowska chce za niego dać dziewięćdziesiąt tysięcy.
- Doprawdy? Jeszcze nie rozmawiała ze mną, choć przewidywałem, że to nastąpi.
- Bardzo cieszę się, że się tak stało, że pan nic nie straci, gdyż...dopiero teraz mogę panu podziękować z całego serca - mówiła panna Izabela podając mu rękę. - Rozumiem doniosłość pańskiej usługi. Mój ojciec miał być skrzywdzony, po prostu obdarty przez baronowę, a pan uratował go od ruiny, może od śmierci... Takich rzeczy nie zapomina się... Wokulski pocałował ją w rękę.
- Już wieczór - rzekła zmieszana - wracajmy do domu... Całe towarzystwo pewnie wyszło z parku...
"Jeżeli ona nie jest aniołem, to ja jestem psem!..." - pomyślał Wokulski. Wszyscy już byli w pałacu, gdzie wkrótce podano kolację. Wieczór zeszedł wesoło. Około jedynastej Ochocki odprowadził Wokulskiego do jego mieszkania.
- Cóż? - rzekł Ochocki - słyszę, że rozmawialiście państwo z kuzynką Izabelą o arystokracji?... Przekonałeś ją pan, że to hołota?...
- Nie! Panna Izabela zanadto dobrze broni swoich tez. Jak ona świetnie rozmawia!... - odparł Wokulski usiłując ukryć pomieszanie.
- Musiała panu mówić, że arystokracja pielęgnuje nauki i sztuki, że jest mistrzynią dobrych obyczajów, a jej stanowisko celem, do którego dążą demokraci, i tym sposobem uszlachetniają się... Ciągle słyszę te argumenta; uszami już mi się wylewają.
- Sam pan wierzysz jednak w dobrą krew - rzekł przykro dotknięty Wokulski.
- Rozumie się... Ale ta dobra krew musi być ciągle odświeżana, gdyż inaczej prędko się psuje - odpowiedział Ochocki. - No, ale dobranoc panu. Zobaczę, co mówi aneroid, gdyż barona łamie po kościach i jutro możemy mieć słotę. Ledwie wyszedł Ochocki, w pokoju Wokulskiego ukazał się baron, kaszlący, rozgorączkowany, ale uśmiechnięty.
- A, a... ładnie! - mówił, a powieki drgały mu nerwowo ładnie... zdradził mnie pan... zostawił pan moją narzeczoną samą w parku... Żartuję... żartuję - dodał ściskając Wokulskiego za rękę - ale... Choć naprawdę mógłbym mieć do pana pretensję, gdyby nie to, że wróciłem dość wcześnie i... akurat zetknąłem się z panem Starskim, który z przeciwnego końca alei szedł ku naszej stronie...
Wokulski już po raz drugi tego wieczora zarumienił się jak wyrostek.

Strony: