Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

Zobaczywszy swego gościa wstała i wyszła parę kroków naprzód.
- Witam cię, panie Stanisławie - rzekła - i dziękuję, żeś posłuchał mojej prośby. Gdy zaś Wokulski pochylił się do jej ręki, pocałowała go w czoło, co na obecnych zrobiło pewne wrażenie.
- Siadajże, o, tu, koło Kazi. A ty, proszę cię, pamiętaj o nim.
- Pan Wokulski zasługuje na to - odparła. wdówka. - Gdyby nie jego przytomność, pan Ochocki połamałby nam kości.
- Cóż znowu?...
- Nie umie powozić nawet parą koni, a rwie się do czwórki. Już wolałam go, kiedy sobie po całych dniach łapał ryby.
- Boże! jakie szczęście, że nie ożenię się z tą kobietą - westchnął Ochocki, serdecznie witając Wokulskiego.
- O panie, panie!... Tylko jeżeli ofiarujesz mi się na męża, to lepiej zostań furmanem - zawołała pani Wąsowska.
- Ci zawsze kłócą się! - rzekła ze śmiechem prezesowa. Weszła panna Ewelina Janocka, a w parę minut po niej, drugimi drzwiami, Starski.
Powitali prezesowę, która odpowiedziała im życzliwie, lecz z powagą. Podano śniadanie.
- U nas, panie Stanisławie - mówiła prezesowa - jest taki zwyczaj, że schodzimy się wszyscy obowiązkowo tylko do stołu. Poza tym każdy robi, co mu się podoba. Radzę ci więc, jeżeli boisz się nudów, pilnować się Kazi Wąsowskiej.
- Ja też od razu biorę do niewoli pana Wokulskiego - odparła wdówka.
- Och!... - szepnęła prezesowa spojrzawszy przelotnie na gościa. Panna Felicja zarumieniła się, nie wiadomo który już raz dzisiaj, i kazała Ochockiemu, ażeby nalał jej wina.
- Nie, nie... proszę wody - poprawiła się. Ochocki spełnił zlecenie trzęsąc przy tym głową i rozkładając ręce sposób desperacki.
Po śniadaniu, w ciągu którego panna Ewelina rozmawiała tylko z baronem, a Starski umizgał się do czarnookiej wdowy, goście pożegnawszy gospodynią rozeszli się. Ochocki poszedł na strych pałacu, gdzie w pokoiku, świeżo na ten cel zbudowanym, urządzał obserwatorium meteorologiczne, baron z narzeczoną wybrali się do parku, a prezesowa zatrzymała Wokulskiego.
- Powiedzże mi - rzekła - bo to pierwsze wrażenia bywają najtrafniejsze, jak ci się podoba pani Wąsowska?
- Wygląda na dzielną i wesołą kobietę.
- Masz rację. A baron?
- Mało go znam. To stary człowiek.
- O, stary, bardzo stary - westchnęła prezesowa - a pomimo to chce mu się żenić. A co powiesz o jego narzeczonej?
- Wcale jej nie znam, chociaż dziwi mnie, że upodobała sobie barona, który zresztą może być najzacniejszym człowiekiem.
- Tak, to jest dziwna dziewczyna - mówiła prezesowa - i powiem ci, że zaczynam tracić dla niej serce. Do jej małżeństwa nie mieszam się, skoro niejedna panna jej zazdrości, a wszyscy mówią, że robi świetną partię. Ale to, co miała dostać po mojej śmierci; przejdzie na innych. Kto ma krocie barona, nie potrzebuje moich dwudziestu tysięcy.
Czuć było rozdrażnienie w głosie staruszki. Niebawem pożegnała Wokulskiego radząc mu przejść się po parku.
Wokulski wyszedł na dziedziniec i około lewej oficyny, gdzie była kuchnia, skręcił do parku. Później bardzo często przychodziły mu na myśl dwa najpierwsze spostrzeżenia, jakie zrobił w Zasławku.

Przede wszystkim niedaleko kuchni zobaczył budę, a przed nią na łańcuchu psa, który spostrzegłszy obcego począł tak szczekać, wyć i rzucać się, jakby dostał wścieklizny. Widząc,
Strony: