Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Czego chcesz?
- Tobie coś jest.
- Nic.
- Już dawno nie widziałem cię takim.
Uśmiechnął się.
- Zapewne od czasu - odparł - kiedy to dentysta źle wyrwał mi ząb, i w dodatku zdrowy...
- Dziwnie mi wygląda to twoje wybieranie się w drogę - rzekłem. - Może masz mi co powiedzieć?...
- Powiedzieć?... Ach, prawda... W banku mamy około stu dwudziestu tysięcy rubli, więc pieniędzy wam nie zabraknie... Dalej... Cóż dalej?.. - pytał sam siebie. - Aha!... Nie rób już sekretu, że ja kupiłem kamienicę Łęckich. Owszem, zajdź tam i ponaznaczaj komorne według dawnych cen. Pani Krzeszowskiej możesz podnieść jakieś kilkanaście rubli, niech się trochę zirytuje; ale biedaków nie duś... Mieszka tam jakiś szewc, jacyś studenci; bierz od nich, ile dadzą, byle płacili regularnie.
Spojrzał na zegarek, a widząc, że ma jeszcze czas, położył się na szezlongu i leżał milcząc, z rękoma nad głową i przymkniętymi oczyma. Widok ten był nad wszelki wyraz żałosny. Usiadłem mu przy nogach i rzekłem:
- Tobie coś jest, Stachu?... Powiedz, co ci jest. Z góry wiem, że nie pomogę, ale widzisz... Zgryzota jest jak trucizna: dobrze ją wypluć...
Stasiek znowu uśmiechnął się (jak ja nie lubię tych jego półuśmiechów) i po chwili odparł:
- Pamiętam (dawne to dzieje!), siedziałem w jednej izbie z jakimś frantem, który był dziwnie szczery. Opowiadał mi niestworzone rzeczy o swojej rodzinie, o swoich stosunkach, o swoich wielkich czynach, a potem - bardzo uważnie słuchał moich dziejów. No - i dobrze z nich skorzystał...
- Cóż to znaczy?.. - spytałem.
- To znaczy, mój stary, że ponieważ ja nic chcę z ciebie wydobywać żadnych zeznań, więc i przed tobą nie mam potrzeby ich robić.
- Jak to - zawołałem - w taki sposób traktujesz zwierzenie się przed przyjacielem?
- Daj spokój - rzekł podnosząc się z kanapy. - To może dobre, ale dla pensjonarek... Ja zresztą nie mam z czego zwierzać się nawet przed tobą. Jakim ja znużony!... - mruknął przeciągając się.
Teraz dopiero wszedł ten łajdak lokaj: wziął walizę Stacha i dał znać, że konie stoją przed domem. Siedliśmy do powozu, Stach i ja, ale przez drogę do kolei nie zamieniliśmy ani wyrazu. On patrzył na gwiazdy świszcząc przez zęby, a ja myślałem, że jadę - chyba na pogrzeb.
Na dworcu Kolei Wiedeńskiej złapał nas doktór Szuman.
- Jedziesz do Paryża? - zapytał Stacha.
- A ty skąd wiesz?
- O, ja wszystko wiem. Nawet to, że tym samym pociągiem jedzie pan Starski.
Stach wstrząsnął się.
- Co to za człowiek? - rzekł do doktora.
- Próżniak, bankrut... jak zresztą wszyscy oni - odparł Szuman. -No i eks-konkurent... - dodał.
- Wszystko mi jedno. Szuman nie odpowiedział nic, tylko spojrzał spod oka.
Zaczęto dzwonić i świstać. Podróżni tłoczyli się do wagonów; Stach uścisnął nas za ręce.
- Kiedy wracasz? - zapytał go doktór.
- Chciałbym... nigdy - odpowiedział Stach i usiadł do pustego przedziału pierwszej klasy. Pociąg ruszył. Doktór zamyślony patrzył na oddalające się latarnie, a ja... O mało się nie rozpłakałem...

Kiedy woźni poczęli zamykać drzwi peronu, namówiłem doktora na przechadzkę po Alejach Jerozolimskich. Noc była ciepła, niebo czyste; nie pamiętam, ażebym kiedykolwiek widział
Strony: