Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Naturalnie! - potwierdził pan Tomasz. - Czyliżbyś nie miała rozumieć tak prostej rzeczy. Niezły to może człowiek, ale zawsze kupiec... kupiec!...
W przedpokoju rozległo się mocne dzwonienie.
- To pewnie on. Wyjdę, papo, i zostawię panów samych.
Opuściła sypialnię ojca, lecz w przedpokoju, zamiast Wokulskiego, zobaczyła aż trzech Żydów, głośno rozprawiających z Mikołajem i panną Florentyną. Uciekła do sali i przez myśl przebiegły jej wyrazy:
"Boże!... dlaczego on nie przychodzi..."
W sercu jej kipiała burza uczuć. Panna Izabela potakując zdaniom ojca rozumiała jednak, że to nieprawda, co on mówi, że Wokulski nie zrobił na kamienicy interesu, ale stracił, i tylko dlatego, ażeby ich wydźwignąć z najfatalniejszej pozycji. Lecz przyznając to, czuła nienawiść: "Podły! podły!... - szeptała. - Jak on śmiał..."
Tymczasem w przedpokoju Żydzi rozpoczęli formalną kłótnię z panną Florentyną. Oświadczyli, że nie ruszą się, dopóki nie dostaną pieniędzy, że panna hrabianka dała wczoraj słowo... A gdy Mikołaj otworzył im drzwi do sieni, poczęli mu wymyślać:
- To jest rozbój! ... to oszustwo!... Pieniądze państwo umieją brać i wtedy umieją gadać: mój kochany panie Dawid!... Ale jak przyjdzie...
- A to co znaczy? - odezwał się w tej chwili nowy głos.
Żydzi umilkli.
- Co to jest?... Co pan tu robisz, panie Szpigelman?..
Panna Izabela poznała głos Wokulskiego.
- Ja, nic... Padam do nóg wielmożnego pana... My tylko za interesem do pana hrabi... - tłumaczył się; zupełnie innym tonem, przed chwilą hałaśliwy Szpigelman.
- Kazali nam państwo dziś przyjść po pieniądze... - wtrącił inny Żyd.
- Właśnie panna hrabianka wczoraj dała słowo, że będziemy dziś spłaceni wszyscy, i co do grosza...
- Będziecie - przerwał Wokulski. - Jestem pełnomocnikiem pana Łęckiego i dziś, o szóstej, załatwię z wami rachunki w moim kantorze.
- Nic nagłego... Po co się wielmożny pan ma tak śpieszyć... - odparł Szpigelman.
- Proszę przyjść o szóstej do mnie, a Mikołaj niechaj tu żadnych interesantów nie przyjmuje, kiedy pan chory.
- Rozumiem, wielmożny panie!... A nasz pan czeka w pokoju sypialnym - odparł Mikołaj.
Gdy zaś Wokulski odszedł, powypychał Żydów za drzwi mówiąc: - Poszły parchy!... Won!...
- Ny!... ny!... co się pan tak gniewa?... - mruczeli bardzo zmieszani Żydkowie.
Pan Tomasz przywitał Wokulskiego ze wzruszeniem; trochę drżały mu ręce i trzęsła się głowa.
- No, patrz - mówił - co wyrabiają ci Żydzi, te... te gałgany!... Nachodzą dom... przestraszają mi córkę... .
- Kazałem im przyjść o szóstej do mego kantoru i jeżeli pan pozwoli, ureguluję rachunki. Duża to suma?... - zapytał Wokulski.
- Drobiazg, prawie nic... Jakieś pięć do sześciu tysięcy rubli...
- Pięć do sześciu?... - powtórzył Wokulski. - Oni trzej tyle mają u pana?...
- Nie. Im jestem winien ze dwa tysiące, może trochę więcej... Ale, powiadam ci, panie Stanisławie (bo to cała awantura!), ktoś w marcu wykupił moje dawniejsze weksle. Kto? nie wiem; jednakże, na wszelki wypadek, chcę być przygotowany. Wokulskiemu wyjaśniła się twarz.
- Niech pan spłaca długi - odparł - w miarę zgłaszania się wierzycieli. Dziś zepchniemy tych, którzy mają późniejsze weksle. Więc to wyniesie dwa do trzech tysięcy?...
- Tak, tak... No, ale proszę cię, panie Stanisławie, co za fatalność!...Ty wypłacasz mi za pół roku pięć tysięcy... Czy byłeś łaskaw przynieść pieniądze?

Strony: