Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

Rzecki stropił się na chwilę.
- Nie... Tak chciałem zobaczyć, jak panu tu idzie - odpowiedział pan Ignacy rumieniąc się, o ile to było możliwe w jego wieku.
"Czyżby i on mnie posądzał i śledził?.. - błysnęło w głowie Szlangbaumowi i gniew go ogarnął. - Tak, ma ojciec rację.... Dziś wszyscy huzia! na Żydów. Niedługo już trzeba będzie zapuścić pejsy i włożyć jarmułkę..."
"On coś wie!" - pomyślał Rzecki i rzekł głośno:
- Podobno... podobno szanowny ojciec pański kupuje jutro kamienicę... kamienicę pana Łęckiego?...
- Nic o tym nie wiem - odpowiedział Szlangbaum spuszczając oczy. W duchu zaś dodał:
"Mój stary kupuje dom dla Wokulskiego, a oni myślą i pewnie mówią: ot, patrzajcie, znowu Żyd, lichwiarz, zrujnował jednego katolika i pana z panów..."
"Coś wie, tylko gadać nie chce - myślał Rzecki. - Zawsze Żyd..."
Pokręcił się jeszcze po sali, co Szlangbaum uważał za dalszy ciąg posądzeń i śledzenia go, i wrócił do siebie, wzdychając.
"To jest okropne, że Stach ma więcej zaufania do Żydów aniżeli do mnie..."
"Po co on jednak kupuje ten dom, po co wdaje się z Łęckimi...A może nie kupuje?... Może to tylko pogłoski?..."
Tak się lękał uwięzienia w murach dziewięćdziesięciu tysięcy rubli gotówki, że cały dzień tylko o tym myślał. Była chwila, że chciał wprost zapytać Wokulskiego, ale - zabrakło mu odwagi. "Stach - mówił w sobie - wdaje się dziś tylko z panami, a ufa Żydom. Co jemu po starym Rzeckim!..."
Więc postanowił pójść jutro do sądu i zobaczyć, czy naprawdę stary Szlangbaum kupi dom Łęckich i czy, jak mówił Klejn, dolicytuje go do dziewięćdziesięciu tysięcy rubli. Jeżeli to się sprawdzi, będzie znakiem, że wszystko inne jest prawdą.
W południe wpadł do sklepu Wokulski i zaczął rozmawiać z Rzeckim wypytując go o wczorajszy teatr i o to: dlaczego uciekł z pierwszego rzędu krzeseł, a album kazał doręczyć Rossiemu przez Pifkego. Ale pan Ignacy miał w sercu tyle żalów i tyle wątpliwości co do swego kochanego Stacha, że odpowiadał mu półgębkiem i z nachmurzoną twarzą.
Więc i Wokulski umilknął i opuścił sklep z goryczą w duszy.
"Wszyscy odwracają się ode mnie - mówił sobie - nawet Ignacy...Nawet on... Ale ty mi to wynagrodzisz!... - dodał już na ulicy, patrząc w stronę Alei Ujazdowskiej.
Po wyjściu Wokulskiego ze sklepu Rzecki ostrożnie wypytał się "panów", w którym sądzie i o której godzinie odbywają się licytacje domów. Potem uprosił Lisieckiego o zastępstwo na jutro między dziesiątą z rana a drugą po południu i z podwójną gorliwością zabrał się do swoich rachunków. Machinalnie (choć bez błędu) dodawał długie jak Nowy Świat kolumny cyfr, a w przerwach myślał: Dzisiaj zmarnowałem blisko godzinę, jutro zmarnuję z pięć godzin, a wszystko dlatego, że Stach więcej ufa Szlangbaumom aniżeli mnie...Na co jemu kamienica?... Po jakiego diabła wdaje się z tym bankrutem Łęckim?... Skąd mu strzeliło do łba latać na włoski teatr i jeszcze dawać kosztowne prezenta temu przybłędzie Rossiemu?.:."
Nie podnosząc głowy od ksiąg siedział przy kantorku do szóstej, a tak był zatopiony w robocie, że już nie tylko nie przyjmował pieniędzy, ale nawet nie widział i nie słyszał gości, którzy roili się i hałasowali w sklepie jak olbrzymie pszczoły w ulu. Nie spostrzegł też jednego najmniej spodziewanego gościa, którego "panowie" witali okrzykami i głośnymi pocałunkami.
Dopiero gdy przybysz stanąwszy nad nim krzyknął mu w ucho:
- Panie Ignacy, to ja!...
Rzecki ocknął się, podniósł głowę, brwi i oczy w górę i zobaczył Mraczewskiego...
- Hę?... - spytał pan Ignacy przypatrując się młodemu elegantowi, który opalił się, zmężniał, a nade wszystko utył.

Strony: