Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

publicznością rodzaju męskiego!), zasypałabym go wieńcami, a ręce spuchłyby mi od oklasków...Tu zaś oklaski są dość skąpe, a o wieńcach nikt nie myśli... My istotnie jesteśmy jeszcze barbarzyńcami...
- Oklaski i wieńce są rzeczą tak drobną, że... na najbliższym przedstawieniu Rossi może mieć ich raczej za wiele aniżeli za mało-rzekł Wokulski.
- Jest pan pewny? - spytała, wymownie patrząc mu w oczy.
- Ależ... gwarantuję, że tak będzie...
- Będę bardzo zadowolona, jeżeli spełni się pańskie proroctwo; może już wrócimy do tamtych państwa?
- Ktokolwiek robi pani przyjemność, zasługuje na najwyższe uznanie...
- Za pozwoleniem!- przerwała mu śmiejąc się. - W tej chwili powiedział pan kompliment samemu sobie...
Zwrócili się od Pomarańczarni z powrotem.
- Wyobrażam sobie zdumienie Rossiego - mówiła dalej panna Izabela - jeżeli spotkają go owacje. On już zwątpił i - prawie żałuje, że przyjechał do Warszawy... Artyści nie wyłączając największych są to szczególni ludzie: bez sławy i hołdów nie mogą żyć, jak my bez pokarmu i powietrza. Praca, choćby najpłodniejsza, ale cicha, albo poświęcenie to nie dla nich. Oni koniecznie muszą wysuwać się na pierwszy plan, zwracać na siebie spojrzenia wszystkich, panować nad sercami tysięcy... Sam Rossi mówi, że wolałby o rok wcześniej umrzeć na scenie wobec pełnego i wzruszonego teatru aniżeli o rok później w nielicznym otoczeniu. Jakie to dziwne!...
- Ma rację, jeżeli pełny teatr jest dla niego najwyższym szczęściem.
- Pan sądzi, że są szczęścia, które warto opłacić krótszym życiem? - spytała panna Izabela.
- I nieszczęścia, których warto uniknąć w ten sposób - odpowiedział Wokulski.
Panna Izabela zamyśliła się i od tej pory szli oboje w milczeniu.
Tymczasem siedząc nad sadzawką i w dalszym ciągu karmiąc łabędzie hrabina rozmawiała z panem Tomaszem.
- Nie uważasz - mówiła - że ten Wokulski jest jakby zajęty Belą?..
- Nie sądzę.
- Nawet bardzo; dzisiejsi kupcy umieją robić śmiałe projekta.
- Od projektu do wykonania ogromnie daleko - odparł nieco zirytowany pan Tomasz. - Choćby jednakże nawet tak było, nic mnie to nie obchodzi. Nad myślami pana Wokulskiego nie panuję, a o Belcię jestem spokojny.
- Ja, w rezultacie, nic mam nic przeciw temu - dodała hrabina.-Cokolwiek nastąpi, oczywiście zgadzam się z wolą boską, jeżeli zyskują na tym ubodzy... Ciągle zyskują... Moja ochrona będzie niedługo pierwszą w mieście, i tylko dlatego, że ten pan ma słabość do Belci...
- Dajże spokój... Wracają!... - przerwał pan Tomasz.
Istotnie panna Izabela z Wokulskim ukazali się na końcu drogi.
Pan Tomasz przypatrzył im się z uwagą i dopiero teraz spostrzegł, że dwoje tych ludzi harmonizują ze sobą wzrostem i ruchami. On, o głowę wyższy i silnie zbudowany, stąpał jak eks-wojskowy; ona, nieco drobniejsza, lecz kształtniejsza, posuwała się jakby płynąc. Nawet biały cylinder i jasny paltot Wokulskiego godził się z popielatym płaszczykiem panny Izabeli. "Skąd mu ten biały cylinder?.. " - pomyślał pan Tomasz z goryczą. Potem nasunęła mu się dziwna kombinacja: że Wokulski jest to parweniusz, który za prawo noszenia białego cylindra powinien by mu płacić przynajmniej pięćdziesiąt procent od wypożyczonego kapitału. - Aż sam wzruszył ramionami.
- Jak tam pięknie, ciociu, w tamtych alejach! - zawołała zbliżając się panna Izabela. - My z ciocią nigdy nie bywamy w tamtej stronie. Łazienki tylko wtedy są przyjemne. kiedy można chodzić po nich szybko i daleko.

Strony: