Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Zatem, szanowny panie Wokulski, kamienicę państwa Łęckich (lekko schylił głowę) kupuje, w imieniu pańskim, nie ja, tylko obecny tu (ukłonił się) pan S. Szlangbaum
- Mogę kupić, czemu nie - szepnął Żyd. - Ale za dziewięćdziesiąt tysięcy rubli, nie taniej - wtrącił Wokulski - i przez li-cy-ta-cję... - dodał z naciskiem.
- Czemu nie? To nie moje pieniądze!.. Chce pan płacić, będzie pan miał konkurentów do licytacji... Żebym ja miał tyle tysięcy, ile tu w Warszawie, można wynająć do każdy interes bardzo porządne osoby i katoliki, to ja bym był bogatszy od Rotszylda.
-Więc będą porządni konkurenci - powtórzył mecenas. - Doskonale. Teraz ja oddam panu Szlangbaumowi pieniądze...
- To niepotrzebne - wtrącił Żyd.
- A następnie spiszemy akcik, mocą którego pan S. Szlangbaum zaciąga od wielmożnego S. Wokulskiego dług w kwocie dziewięćdziesięciu tysięcy rubli i takowy zabezpiecza na nowo nabytej przez siebie kamienicy. Gdyby zaś pan S. Szlangbaum do dnia 1 stycznia 1879 roku powyższej sumy nie zwrócił...
- I nie wrócę.
- W takim razie kupiona przez niego kamienica po jaśnie wielmożnych Łęckich przechodzi na własność wielmożnego S. Wokulskiego. - W tej chwili może przejść... Ja nawet do niej nie zajrzę - odparł Żyd machając ręką.
- Wybornie! - zawołał mecenas. - Na jutro będziemy mieli akcik, a za tydzień... dziesięć dni, kamienicę. Bodajbyś pan tylko nie stracił na niej z kilkunastu tysięcy rubli, szanowny panie Stanisławie.
- Tylko zyskam - odparł Wokulski i pożegnał mecenasa i Szlangbauma.
- Ale, ale... - pochwycił mecenas odprowadziwszy Wokulskiego do salonu. - Nasi hrabiowie tworzą spółkę, tylko nieco zmniejszają udziały i żądają bardzo szczegółowej kontroli interesu.
- Mają rację.
- Szczególniej ostrożnym okazuje się hrabia Liciński. Nie rozumiem, co się z nim stało...
- Daje pieniądze, więc jest ostrożny. Dopóki dawał tylko słowo, był śmielszy...
- Nie, nie, nie!... - przerwał mu adwokat. - W tym coś jest i ja to wyśledzę... Ktoś nam buty uszył...
- Nie wam, ale mnie - uśmiechnął się Wokulski. - W rezultacie, wszystko mi jedno i nawet wcale bym się nie gniewał, gdyby panowie ci nie przystępowali do spółki...
Jeszcze raz pożegnał adwokata i pobiegł do sklepu. Tam znalazło się kilka ważnych interesów, które zatrzymały go nadspodziewanie długo. Dopiero o wpół do drugiej był w Łazienkach. Surowy chłód parku, zamiast uspokoić, podniecał go. Biegł tak szybko, że chwilami przychodziło mu na myśl: czy nie zwraca uwagi przechodniów? Wtedy zwalniał kroku i czuł, że niecierpliwość piersi mu rozsadza.
"Już ich pewno nie spotkam!" - powtarzał z rozpaczą.
Tuż nad sadzawką, na tle zielonych klombów, spostrzegł popielaty płaszczyk panny Izabeli. Stała nad brzegiem w towarzystwie hrabiny i ojca i rzucała pierniki łabędziom, z których jeden nawet wyszedł z wody na swoich brzydkich łapach i umieścił się u stóp panny Izabeli.
Pierwszy zobaczył go pan Tomasz.
- Cóż za wypadek! - zawołał do Wokulskiego. - Pan o tej porze w Łazienkach?..
Wokulski ukłonił się paniom zauważywszy z rozkosznym zdziwieniem rumieniec na twarzy panny Izabeli.
- Bywam tu, ile razy przepracuję się... To jest dosyć często...
- Szanuj siły, panie Wokulski... - ostrzegł go pan Tomasz; uroczyście grożąc palcem... - A propos - dodał półgłosem - wyobraź pan sobie, że za moją kamienicę już baronowa Krzeszowska chce dać siedemdziesiąt tysięcy rubli... Z pewnością wezmę sto tysięcy, a może i sto dziesięć... Błogosławione są te licytacje!...

Strony: