Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- Tek. W każdym razie pan Wokulski jest dobrym kupcem i naszą spółkę poprowadzi...
- Jeżeli was nie okpi... Tymczasem Konstanty, wciąż stojąc na progu, zaczął z politowaniem kiwać głową, aż zniecierpliwiony odezwał się:
- Eh!... co też pan wygaduje... Tfy... zupełnie jak dziecko...
Hrabia spojrzał na niego ciekawie, a baron wybuchnąt:
- A ty co, błażnie, odzywasz się, kiedy cię nie pytają?...
- Naturalnie, że się odzywam, bo pan i gada, i robi całkiem jak dziecko...,ja jestem tylko lokaj, ale przecie wolałbym wierzyć takiemu, co mi daje dwa ruble za wizytę, aniżeli takiemu, co ode mnie po trzy ruble pożycza i wcale nie śpieszy się z oddawaniem. Ot, co jest, dziś pan Wokulski dał mi dwa ruble, a pan Maruszewicz...
- Won!... - wrzasnął baron chwytając za karafkę, na widok której Konstanty uznał za pożyteczne oddzielić się od swego pana grubością drzwi. - A to łotr fagas!... - dodał baron, widocznie bardzo zirytowany.
- Pan ma słabość do tego Maruszewicza? - spytał hrabia.
- Ale bo to poczciwy chłopak... Z jakich on mnie sytuacji nie wyprowadzał... ile daje mi dowodów nieledwie psiego przywiązania ...
- Tek!... - mruknął zamyślony hrabia. Posiedział jeszcze kilka minut, nic nie mówiąc, i nareszcie pożegnał barona.
Idąc do domu hrabia Liciński kilka razy powracał myślą do Wokulskiego. Uważał za rzecz naturalną, że kupiec zarabia nawet na wyścigowym koniu; swoją drogą czuł jakiś niesmak do podobnych operacyj, a już całkiem miał za złe Wokulskiemu, że wdaje się z Maruszewiczem, figurą co najmniej podejrzaną.
"Zwyczajnie, zbogacony parweniusz! - mruknął hrabia. - Przedwcześnie zachwycaliśmy się nim, chociaż... spółkę może prowadzić...Rozumie się, przy pilnej kontroli z naszej strony."
W parę dni, około dziewiątej rano, Wokulski odebrał dwa listy: jeden od pani Meliton, drugi od książęcego adwokata.
Niecierpliwie otworzył pierwszy, w którym pani Meliton napisała tylko te słowa: "Dziś w Łazienkach o zwykłej godzinie." Przeczytał go parę razy, po czym z niechęcią wziął się do listu adwokata, który zapraszał go również dzisiaj na godzinę jedenastą rano na konferencję w sprawie kupna domu Łęckich. Wokulski głęboko odetchnął; miał czas.
Punkt o jedenastej był w gabinecie mecenasa, gdzie już zastał starego Szlangbauma. Mimo woli zauważył, że siwy Żyd bardzo poważnie wygląda na tle brązowych sprzętów i obić i że mecenasowi jest bardzo do twarzy w pantoflach z brązowego safianu.
- Pan ma szczęście, panie Wokulski - odezwał się Szlangbaum. - Ledwie panu zachciało się kupić dom, a już domy idą w górę. Ja powiadam, słowo daję, że pan w pół roku odzyska swój nakład na tę kamienicę i jeszcze co zarobi! A ja przy panu...
- Myślisz pan? - odparł niedbale Wokulski.
- Ja nie myślę - mówił Żyd - ja już zarabiam. Wczoraj adwokat pani baronowej Krzeszowskiej pożyczył ode mnie dziesięć tysięcy rubli do Nowego Roku i dał osiemset rubli procentu.
- Cóż to, i ona już nie ma pieniędzy? - spytał Wokulski adwokata.
- Ma w banku dziewięćdziesiąt tysięcy rubli, ale na tym baron położył areszt. Piękną napisali intercyzę, co?... - zaśmiał się adwokat. - Mąż kładzie areszt na pieniądzach będących niewątpliwą własnością żony, z którą toczy proces o separację... Ja, co prawda, takich intercyz nie pisywałem, cha, cha!... - śmiał się adwokat ciągnąc dym z wielkiego bursztyna.
- Na cóż baronowa pożycza od pana te dziesięć tysięcy, panie Szlangbaum? - rzekł Wokulski.
- Pan nie wie? - odparł Żyd. - Domy idą w górę, i adwokat wytłumaczył pani baronowej, że kamienicy pana Łęckiego nie kupi taniej niż za siedemdziesiąt tysięcy rubli. Ona wolałaby kupić ją za dziesięć tysięcy, no, ale co zrobi?...
Mecenas usiadł przed biurkiem i zabrał głos.

Strony: