Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

Wokulski pochylił głowę na znak zgody i pomyślał, że jednak pan Tomasz za swoją kamienicę nie dostanie więcej nad dziewięćdziesiąt tysięcy rubli. Tyle bowiem miał w tej chwili do dyspozycji, a nie mógł zaciągać długów bez narażania swego kredytu.
- Tobie oddam, panie Stanisławie - mówił pan Łęcki. - I właśnie chciałem zapytać się, czy przyjmiesz?...
- Ależ rozumie się...
- I jaki mi dasz procent?
- Gwarantuję dwudziesty, a jeżeli interesa pójdą lepiej, to i wyższy - odparł Wokulski dodając w duchu, że więcej nad piętnaście procent nie mógłby dać komu innemu.
"Filut!... - pomyślał pan Tomasz. - Sam ma ze sto procentów, a mnie daje dwadzieścia..."
Głośno jednak rzekł:
- Dobrze, kochany panie Stanisławie. Przyjmuję dwadzieścia procent, bylebyś mi mógł wypłacić z góry.
- Będę płacił z góry... co pół roku - odpowiedział Wokulski lękając się, ażeby pan Tomasz nie wydał pieniędzy zbyt prędko.
- I na to zgoda - rzekł pan Tomasz tonem wielkiej serdeczności. - Wszystkie zaś zyski - dodał z lekkim akcentem - wszystkie zyski wyższe nad dwadzieścia procent, proszę cię, ażebyś nie dawał mi ich do ręki, choćbym... błagał, rozumiesz?... ale żebyś dołączał do kapitału. Niech rośnie, prawda?...
- Panie proszą - rzekł w tej chwili Mikołaj ukazując się we drzwiach gabinetu.
Pan Tomasz uroczyście podniósł się z fotelu i ceremonialnym krokiem wprowadził gościa do salonu.
Później niejednokrotnie Wokulski usiłował zdać sobie sprawę z salonu i ze sposobu, w jaki tam wszedł; ale całości faktu nie mógł sobie przypomnieć. Pamiętał, że przede drzwiami ukłonił się parę razy panu Tomaszowi, że potem owionęła go jakaś miła woń, skutkiem czego ukłonił się damie w kremowej sukni z pąsową różą przy ramieniu, a potem - innej damie wysokiej i czarno ubranej, która patrzyła na niego z przestrachem. Przynajmniej tak mu się zdawało.
Dopiero po chwili spostrzegł, że damą w kremowej sukni była panna Izabela. Siedziała na fotelu, z nieporównanym wdziękiem pochylona w jego stronę, i łagodnie patrząc mu w oczy mówiła:
- Ojciec mój, jako pański wspólnik, będzie musiał odbyć długą praktykę, zanim potrafi zadowolnić pana. W jego imieniu proszę o pobłażliwość.
Wyciągnęła rękę, której Wokulski ledwo śmiał dotknąć.
- Pan Łęcki - odparł - jako wspólnik, potrzebuje mieć tylko zaufanego adwokata i buchaltera, którzy co pewien czas skontrolują rachunki. Reszta należy do nas.
Zdawało mu się, że powiedział coś bardzo głupiego, i zarumienił się.
- Pan musi mieć dużo zajęcia przy takim magazynie... - wtrąciła czarno ubrana panna Florentyna i przestraszyła się jeszcze mocniej.
- Nie tak wiele. Do mnie należy dostarczanie funduszów obrotowych i zawiązywanie stosunków z nabywcami i odbiorcami. Rodzajem zaś towaru i oceną jego wartości zajmuje się administracja sklepu.
- Czy to można w każdym razie spuścić się na obcych - westchnęła panna Florentyna.

- Mam doskonałego plenipotenta, a zarazem przyjaciela, który lepiej prowadzi interesa, niżbym ja to potrafił.
- Szczęśliwy jesteś, panie Stanisławie... - pochwycił pan Łęcki. - Nie wyjeżdżasz w tym roku za granicę?
- Chcę być w Paryżu na wystawie.

Strony: