Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

"Jużci, to nie po niemieczku - mruczał służący - bo przecie wiem, że się mówi po niemiecku: bite majn her... I nie po francuszku, bo nie mówią mąsie, bążur, jendi... I nie po żydowszku, i nie po nijakiemu, więc po jakiemu.?... Musi stary wymyślać teraz fajn spekulację, kiedy gada tak, że go sam diabeł nie zrozumie... i wspólnika znalazł... Niech go wątroba!...
Wtem zadzwoniono. Czujny sługa odsunął się na palcach ode drzwi gabinetu, z hałasem wszedł do przedpokoju i po chwili wróciwszy zapukał do pana.
- Czego chcesz? - niecierpliwie zapytał go Wokulski wychylając głowę spomiędzy drzwi.
- Przyszedł ten pan, czo już u nas bywał - odparł służący i zapuścił wzrok do pracowni. Ale oprócz kajetu na stole i rudych faworytów na obliczu pana Colinsa nie dopatrzył nic szczególnego.
- Dlaczegóż nie powiedziałeś, że mnie nie ma w domu? - spytał gniewnie Wokulski.
- Żapomniałem - odparł służący marszcząc brwi i machając ręką.
- Prośże go, ośle, do sali - rzekł Wokulski i zatrzasnął drzwi gabinetu.
Niebawem w sali ukazał się Maruszewicz. Już był zmieszany, a zmieszał się jeszcze bardziej, poznawszy, że Wokulski wita go z wyraźną niechęcią.
- Przepraszam... może przeszkadzam... może ważne zajęcia...
- Nie mam w tej chwili żadnego zajęcia - odpowiedział pochmurnie Wokulski i lekko zarumienił się. Maruszewicz dostrzegł to. Był pewny, że w mieszkaniu albo kluje się coś, albo - jest kobieta. W każdym razie odzyskał odwagę, którą zresztą miał zawsze wobec ludzi zakłopotanych.
- Chwileczkę tylko zabiorę szanownemu panu - mówił już śmielej zniszczony młody człowiek, wdzięcznie wywijając laseczką i kapeluszem. - Chwileczkę.
- Słucham - rzekł Wokulski. Usiadł z impetem na fotelu i wskazał gościowi drugi.
- Przychodzę przeprosić drogiego pana - mówił z afektacją Maruszewicz - że nie mogę służyć mu w sprawie licytacji domu państwa Łęckich...
- A pan skąd wiesz o tej licytacji?.. - nie na żarty zdziwił się Wokulski.
- Nie domyśla się pan? - zapytał z całą swobodą przyjemny młody człowiek nieznacznie mrugając okiem, bo jeszcze nie był pewnym swego. - Nie domyśla się drogi pan?.. To ten poczciwy Szlangbaum...
Nagle zamilkł, jakby w otwartych ustach ugrzązł mu nie dokończony frazes, a lewa ręka z laseczką i prawa z kapeluszem opadły na poręcze fotelu. Tymczasem Wokulski nawet nie poruszył się, tylko utopił w nim jasne spojrzenie. Śledził nieznacznie fale przebiegające po obliczu Maruszewicza, jak myśliwy śledzi ugor, po którym przebiegają płochliwe zające. Przypatrywał się młodzieńcowi i myślał:
"Ach, więc to on jest tym porządnym katolikiem, którego Szlangbaum wynajmuje do licytacji za piętnaście rubelków, ale nie radzi dawać mu wadium do ręki?... Oho!... I przy odbiorze ośmiuset rubli za klacz Krzeszowskiego był jakiś zmieszany... Aha!... I wiadomość o nabyciu przeze mnie klaczy on rozgłosił... Służy od razu dwom bogom: baronowi i jego małżonce... Tak, ale on za dużo wie o moich interesach... Szlangbaum popełnił nieostrożność."
Tak rozmyślał Wokulski i spokojnym wzrokiem przypatrywał się Maruszewiczowi. Zniszczony zaś młody człowiek, który w dodatku był bardzo nerwowy, wił się pod jego spojrzeniem jak gołąbek pod wzrokiem okularnika. Naprzód nieco pobladł, potem chciał oprzeć znużone oczy na jakimś obojętnym przedmiocie, którego na próżno szukał po suficie i ścianach pokoju, a nareszcie, oblany zimnym potem, uczuł, że nie może wyrwać swego błędnego wzroku spod wpływu Wokulskiego. Zdawało mu się, że chmurny kupiec kleszczami pochwycił mu duszę i że niepodobna mu się oprzeć. Więc jeszcze parę razy ruszył głową i nareszcie z całym zaufaniem utonął w spojrzeniu Wokulskiego.
- Panie - rzekł słodkim głosem. - Widzę, że z panem muszę grać w otwarte karty... Więc powiem od razu...
- Niech się pan nie fatyguje, panie Maruszewicz. Ja już wiem, co potrzebuję wiedzieć.

Strony: