Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Lalka

Tomy: 1 2

- A tak... spółka!... - powtórzył Wokulski usiadłszy na fotelu.- To rzecz tych panów, ile zbiorą gotówki.
- No, zawsze kapitał... - wtrącił adwokat.
- Mam go bez spółki.
- Dowód zaufania...
- Wystarcza mi własne.
Adwokat umilkł i pośpiesznie zaczął ssać dym z piórka.
- Mam prośbę do mecenasa - rzekł po chwili Wokulski.
Adwokat utopił w nim spojrzenie, pragnąc odgadnąć: co to za prośba? Od natury jej bowiem zależał sposób słuchania. Widocznie jednak nie odkrył nic groźnego, gdyż jego fizjognomia przybrała wyraz poważnej, lecz serdecznej życzliwości.
- Chcę kupić kamienicę - ciągnął Wokulski.
- Już?.. - spytał mecenas podnosząc brwi i schylając głowę- Winszuję, bardzo winszuję... Dom handlowy nie na próżno nazywa się d o m e m... Kamienica dla kupca jest jak strzemię dla jeźdźca; pewniej siedzi na interesach. Handel nie oparty na tak realnej podstawie, jaką jest d o m, jest tylko kramarstwem. O jakąż to chodzi kamienicę, jeżeli szanowny pan raczysz mnie już zaszczycać swoim zaufaniem?
- Ma być w tych dniach licytowany dom pana Łęckiego...
- Znam - przerwał adwokat. - Mury wcale dobre, rzeczy drewniane należałoby stopniowo zmienić, w rezerwie ogród... Licytuje baronowa Krzeszowska do sześćdziesięciu tysięcy rubli, konkurentów zapewne nie będzie, kupimy najwyżej za sześćdziesiąt tysięcy rubli.
- Choćby za dziewięćdziesiąt tysięcy. a nawet i więcej - wtrącił Wokulski.
- Po co?... - skoczył na fotelu adwokat. - Baronowa poza sześćdziesiąt tysięcy nie wyjdzie, domów nikt dziś nie kupuje... Wcale dobry interes...
- Dla mnie będzie dobrym nawet za dziewięćdziesiąt tysięcy.
- Ale lepszym za sześćdziesiąt pięć tysięcy...
- Nie chcę obdzierać mego przyszłego wspólnika.
- Wspólnika?... - zawołał adwokat. - Ależ szanowny pan Łęcki jest stanowczym bankrutem; po prostu skrzywdzilbyś go pan, naddając mu jakieś kilka tysięcy rubli. Znam pogląd jego siostry; hrabiny, na tę sprawę... W chwili gdy pan Łęcki zostanie bez grosza przy duszy, jego urocza córka, którą wszyscy uwielbiamy, wyjdzie za barona albo marszałka...
Oczy Wokulskiego tak dziko błysnęły, że adwokat umilkł. Przypatrywał mu się, rozmyślał... Nagle uderzył się ręką w czoło.
- Szanowny pan - rzekł - jesteś zdecydowany dać dziewięćdziesiąt tysięcy rubli za tę ruderę?...
- Tak - odparł głucho Wokulski.
- Sześćdziesiąt od dziewięćdziesięciu... posag panny Izabeli...- mruknął adwokat. - Aha!...
Fizjognomia i cała postawa jego zmieniła się do niepoznania. Pociągnał z wielkiego bursztynu ogromny kłąb dymu, rozparł się na fotelu i trzęsąc ręką w stronę Wokulskiego mówił:
- Rozumiemy się, panie Wokulski. Wyznam ci, że jeszcze przed pięcioma minutami podejrzewałem cię, sam nie wiem o co, bo interesa twoje są czyste. Ale w tej chwili, wierz mi, masz we mnie tylko człowieka życzliwego i... sprzymierzeńca...
- Toraz ja pana nie rozumiem - szepnął, spuszczając oczy Wokulski.
Adwokatowi na policzkach wystąpiły ceglaste rumieńce. Zadzwonił - wszedł służący.
- Nie wpuszczać tu nikogo, dopóki nie zawołam - rzekł.
- Słucham pana mecenasa - odparł markotny lokaj.
Znowu zostali we dwu.

- Panie... Stanisławie - zaczął adwokat. - Pan wie, co to jest nasza arystokracja i jej dodatki?... Jest to parę tysięcy ludzi, którzy wysysają cały kraj, topią pieniądze za granicą, przywożą
Strony: