Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

Blade dnie wlekły się przez puste, ogłuchłe pola i przymierały w lasach coraz cichsze,
coraz bladsze - niby te święte Hostie w dogasających brzaskach gromnic.
A co świtanie - dzień wstawał leniwiej, stężały od chłodu i cały w szronach, i w bolesnej
cichości ziemi zamierającej; słońce blade i ciężkie wykwitało z głębin w wieńcach wron i
kawek, co się zrywały gdzieś znad zórz, leciały nisko nad polami i krakały głucho, długo,
żałośnie... a za nimi biegł ostry, zimny wiatr, mącił wody stężałe, warzył resztki zieleni i rwał
ostatnie liście topolom pochylonym nad drogami, że spływały cicho niby łza - krwawe łzy
umarłego lata, i padały ciężko na ziemię.
- A co świtanie - wsie budziły się później: leniwiej bydło szło na paszę, ciszej skrzypiały
wierzeje i ciszej brzmiały głosy przytłumione martwotą i pustką pól, i ciszej, trwożniej tętniło
życie samo - a niekiedy przed chałupami albo i w polach widni byli ludzie, jak przystawali
nagle i patrzyli długo w dal omroczoną, siną... albo i te rogate, potężne łby podnosiły się od
traw pożółkłych i przeżuwając z wolna, zatapiały ślepia w przestrzeń daleką... daleką...i kiedy
niekiedy głuchy, żałosny ryk tłukł się po pustych polach.
A co świtanie - mroczniej było i zimniej, i niżej dymy rozsnuwały się po nagich sadach, i
więcej ptaków zlatywało do wsi i szukało schronienia po stodołach i brogach, a wrony siadały
na kalenicach, to wieszały się na nagich drzewach lub krążyły nad ziemią kracząc głucho -
jakoby pieśń zimy śpiewając żałosną.
Południa były słoneczne, ale tak martwe i nieme, że poszumy lasów dochodziły głuchym
szmerem i bełkot rzeki rozlegał się jak łkanie bolesne, a szczątki babiego lata rwały się nie
wiadomo skąd i przepadały w ostrych, zimnych cieniach chałup.
A smętek konania był w tych południach cichych, na pustych drogach leżało milczenie, a
w odartych z liści sadach czaiła się głęboka melancholia żałości i trwogi zarazem.
I często, coraz częściej niebo powlekało się burymi chmurami, że już o letnim podwieczorku
musiano schodzić z pól, bo mrok ogarniał świat...
Doorywano podorówki, że niektóry kładł skibę ostatnią już o gęstym mroku, a wracając
do dom obzierał się jeszcze za się za rolę i żegnał ją westchnieniem do wiosny.
A na przedwieczerzę często spadały deszcze, krótkie były jeszcze, ale zimne i coraz częściej
przeciągały się do zmroku - do długiego jesiennego zmroku, w którym jak kwiaty złote
płonęły okna chat i szkliły się kałużami puste drogi - a mokra zimna noc tłukła się o ściany i
pojękiwała w sadach.
Nawet ten bociek z przetrąconym skrzydłem, co się był ostał i którego widywano samotnie
brodzącym po łąkach, przychodzić jął pod bróg Boryny abo i zasię na samo podwórze,
gdzie mu Witek skwapliwie podrzucał na przynętę jadło.
A i dziady różne coraz częściej nawiedzały wieś; i te zwyczajne, proszalne, co z torbą
głęboką i z pacierzem długim szły od drzwi do drzwi, przeprowadzane ujadaniem piesków - a
były i drugie, insze, takie, co od miejsc świętych ciągnęły i znały Ostrą Bramę, Częstochowę i
Kalwarię, a rade opowiadały długimi wieczorami, co się gdzie we świecie dzieje i jakie cuda
się gdzie stały, a trafiał się niekiedy i taki, któren po cichu powiadał się aż z Ziemi Świętej i
takie cudeńka prawił, takie kraje znał, przez takie wielgachne morza jechał, tyla przygód doznał,
że aż dziw ogarniał słuchających pobożnie, a niejednemu i uwierzyć było trudno w to
wszystko... Ale chciwie słuchał, jako że każden rad się czegoś nowego dowiedział, a i wieczory
były długie, i do świtu wyspać się jeszcze można było choćby i na oba boki.
Hej ! Jesień to była, późna jesień !
I ani przyśpiewków, ni pokrzyków wesołych, ni tego ptaszków piukania, ni nawoływań
nie słychać było we wsi - nic, jeno ten wiatr, pojękujący w strzechach, jeno te dżdże, sypiące
jakoby szkliwem po szybach, i to głuche, wzmagające się co dnia bicie cepów po stodołach.

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595