Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

przez okno kładło na izbę smugą rozdrganą i gmerał w niej palcami, a cosik do siebie gwarzył
z cicha, jak to dzieciątko sobie ostawione.
Na wsi też pustką wiało, bo czas się zrobił wybrany i kto jeno mógł się ruchać, wychodził
w pola, do roboty.
Od samych świąt pogoda się już ustaliła, że co dzień było cieplej i jaśniej.
Dni już szły długachne, rankami omglone, szarawe i cicho nagrzane w południa, a zorzami
o zachodzie rozpalone, prawej zwiesny dni.
Poniektóre wlekły się cichuśko, kiej te strumienia w słońcu roziskrzone, chłodnawe jak
one i jak one przejrzyste i zdziebko pluszczące o brzegi, puste i sinawe, a jeno kajś niekaj
żółte od mleczów, to stokrótkami rozbielone albo rozzieleniałe wierzbowymi pędami.
Przychodziły i ciepłe całkiem, nagrzane, wilgotnawe, przesiane słońcem, pachnące świeżyzną
i tak przejęte rostem, tak zwiesną nabrzmiałe, tak mocą opite, że z wieczora, kiej ptasie
głosy przycichły i wieś legła, to zdawało się czuć w ziemi parcie korzeni i wynoszenie się
ździebeł i jakby słyszał cichuśkie szmery otwierających się pąkowi, pęd rostów i głosy stworzeń,
wydających się na świat Boży...
Szły zaś i drugie, do tamtych zgoła niepodobne.
Bez słońca, przemglone, szaromodrawe, niskie, chmurzyskami brzuchatymi przywalone
a parne, ciężkie i bijące do głowy kiej gorzałka, iż ludzie czuli się jakby pijani; drzewiny kurczyły
się w dygocie, a wszelkie stworzenie, rozpierane jakąś lubością, darło się gdziesik i ponosiło
nie wiada kaj i po co, że ino krzyczeć się chciało, przeciągać albo tulać choćby i po
tych trawach mokrych, jako te psy ogłupiałe czyniły.
To przychodziły już od samego świtania zadeszczone, jakby zgrzebnym przędziwem obmotane,
że świata nie dojrzał ni dróg, ni chat skulonych pod przemokłymi sadami. Deszcz
padał wolno, ciągle, bezustannie, równiuśkie, drżące nici szare jakby się odwijały z jakiegoś
wrzeciona niedojrzanego, wiążąc niebo z ziemią, że ino przygięło się wszystko cierpliwie i
mokło, nasłuchując rzęsistego trzepotu i bulgotów strug, co się z białymi kłakami staczały z
pól czarniawych.
Zwyczajnie to było, jak każdego roku na pierwszą zwiesnę, nikto się też nad nimi nie zastanawiał,
nie pora była na deliberowanie, świt bowiem wyganiał naród do roboty, a późny
mrok dopiero spędzał, że ledwie czasu starczyło, by pojeść i nieco wytchnąć.
Lipce też przez to całe dni stojały pustką, pod strażą tylko staruch, psów i tych sadów coraz
gęściej przysłaniających chałupy; czasem się jeno dziad jakiś przewlókł, odprowadzany
psimi jazgotami, albo wóz do młyna i znowu drogi leżały puste, a oniemiałe chałupy przezierały
wskroś sadów przepalonymi szybkami na pola szerokie, na pola nieobjęte, co jakby morzem
ziem wieś całą okrążały, na pola, co niby matka rodzona tuliła na podołku dzieciny
swoje i przy piersi wezbranej trzymała w żywiącym objęciu.
Juści, co dnie to szły robotne, ciepłe, deszczami przekrapiane, raz nawet śnieg pierzasty
jął walić, że przysiwił pola, jeno co na krótko, bo go wnet słońce do cna zeżarło - to i nie dziwota,
że na wsi przycichały swary, kłótnie a sprawy wszelkie, bo robota zaprzęgała w twarde
jarzma i do ziemi wszystkie łby przygięła.
Że już co rano, jeno świt rosisty otwarł siwe ślepie; a pierwsze skowronki zaśpiewały,
wieś zrywała się na równe nogi, rejwach się podnosił, trzaskanie wrótni, płacze dzieci, krzyki
gęsi wypędzanych nad rowy i wnet wyprowadzali konie, chłopaki pługi wiodły, ziemniaki
wynosili na wozy i rozchodzili się tak prędko w pola, że w pacierz abo dwa cicho już było na

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595