Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

nosiła po krzach, co niby zielone płomienie buchały młodymi listkami.
Ale z pól i od borów zawiewał jeszcze ostry, wilgotny wiatr.
Msza już musiała być w połowie, bo w cichym i jakoby wrzącym wiosną powietrzu prężyły
się głosy śpiewów dalekich, organowe grania i czasem jako ten deszcz rzęsisty rozsypywały
się w mdlejące dźwięki dzwonków.
Czas snuł się wolno i cicho, bo kiej słońce stanęło najwyżej, to nawet ptaki zamilkły, jeno
że wrony, czające się złodziejsko za gąsiętami, przewijały się nisko nad stawem krzyk
niecąc gąsiorów; bociek też raz jeden zaklekotał gdziesik i przeleciał blisko, że ino jego cień
wielgachny poniósł się po ziemi.
Hanka modliła się żarliwie, bacząc na dzieci, a i do starego zaglądając niekiedy.
Ale cóż, leżał jak zawżdy, bez ruchu i przed się zapatrzony.
Domierał se tak z wolna, dochodził swojego czasu po ździebku z dnia na dzień, jako to
zboże kłosne w słońcu pod ostry sierp dojrzewające... Nie rozpoznawał nikogo, bo nawet
wtedy, kiej Jagny wołał i za ręce ją brał, w inszą stronę patrzał; Hance się jeno wydawało, co
na jej głos poruchuje wargami, a oczy mu chodzą, jakby chciał cosik rzec...
I tak było wciąż bez przemiany, aż płacz chwytał patrzących.
Mój Jezu, kto by się był tego spodziewał! Taki gospodarz, taki mądrala, taki bogacz, że
trudno znaleźć drugiego, a teraz ci leży niby to drzewo piorunem rozłupane, gałązków zielonych
jeszcze pełne, a już śmierci na pastwę wydane...
Nie pomarł przeciech i nie żywie, jeno wszystek już w rękach boskiego miłosierdzia.
O dolo człowiekowa, dolo nieustępliwa!
O boskich przeznaczeń mocy, która się jawisz, kiej się nikto nie spodzieje, czy w dzień
biały, czy też li w noc ciemną, a jednako kruszynę ludzką mieciesz w gorzkiej śmierci strony!...
Dumała nad nim żałośnie poglądając ku niebu, westchnęła raz i drugi, skończyła koronkę
i wziąć się musiała do południowych udojów, bo wzdychy wzdychami, a robota pierwsza
przed wszystkim.
Kiej wróciła z pełnymi szkopkami, już wszyscy byli w chałupie. Józka powiedała, o
czym ksiądz mówił z ambony i kto był w kościele; gwarno stało się w izbie i na ganku, że to
kilka rówieśnic z nią przyszło i społecznie łykali te kotki poświęcane, chroniące pono od bólów
gardzieli.
Śmiechu było niemało, że to niejedna przełknąć nie mogła i zakrztusiła się, aż wodą popijając,
albo ją musiano pięścią grdykać w plecy, by łacniej przeszło, co Witek z wielką uciechą
robił.
Jagna jeno nie wróciła na obiad widzieli ją idącą z matką i kowalami. A ledwie co wstali
od misek, kiej wszedł Rocho. Rzucili się witać radośnie, bo bliskim im się stał niby ten dziaduś
rodzony, a on się witał cicho, każdemu coś rzekł i w głowę całował, ale gdy mu podano
jeść, nie jadł: strudzony był srodze i troskliwie obzierał się po izbie. Hanka warowała jego
oczu, a nie śmiejąc pytać.
- Widziałem się z Antkiem! - rzekł cicho nie patrząc na nikogo.
Zerwała się ze skrzyni, strach ją przejął i za serce ścisnął, że słowa nie mogła wykrztusić.
- Zdrowy całkiem i dobrej myśli. Choć strażnik nas pilnował, rozmawiałem z nim dobrą
godzinę.
- W tych żelazach siedzi? - wykrztusiła strachliwie.
- Cóż znowu!... zwyczajnie, jak i drudzy!... nie jest mu tam tak źle, nie bójcie się.
- Bo Kozioł rozpowiadał, jako tam biją i do ściany przykuwają.
- Może tak i bywa gdzie indziej... za co inszego... ale Antka nie tknęli - powiadał.
Spletła ręce z radości, a uśmiech kiej słońce przemknął po niej.

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595