Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

za rękę, że ni drgnąć nie mogła, i chrypliwym, złym, pełnym nienawiści głosem gadał:
- A to ci jeszcze powiem, bo swoją głupią głową nie miarkujesz, że jeślim na takie psy
zeszedł, to i bez ciebie, bez to, żem cię miłował, rozumiesz, bez to! Za cóż to mnie ksiądz
wypomniał i wygnał z kościoła kiej zbója, za ciebie! Za cóż to wieś cała mnie odstąpiła kiej
parszywego, za ciebie! Wycierzpiałem wszyćko, przeniosłem, nawet i na to nie pomstowałem,
że ci stary mojego rodzonego grontu zapisał tylachna... A tobie się już mierzi że mną,
wywijasz się kiej ten piskorz, cyganisz, uciekasz, bojasz się mnie i patrzysz na mnie jak
wszystkie, kiej na tego mordownika i najgorszego! Innego ci już potrza, innego! rada byś,
bych parobki za tobą ganiały kiej te psy na zwiesnę, ty!... - krzyczał zapamiętale i te wszystkie
krzywdy, złoście, jakimi się karmił od dawna, jakimi jeno żył, zwalał na jej głowę, ją winił
o wszystko, ją przeklinał za to, co przecierpiał, aż w końcu brakło mu już głosu i taka go
złość porwała, że rzucił się do niej z pięściami, ale opamiętał się w ostatniej chwili, pchnął ją
tylko na ścianę i spiesznie poszedł.
- Jezus mój, Jantoś! - krzyknęła z mocą zrozumiawszy z nagła, co się stało, ale nie nawrócił,
rzuciła się za nim z rozpaczą, zabiegła drogę i czepiła mu się szyi, to ją oderwał od
siebie kiej pijawkę, rzucił na ziemię i bez jednego słowa poleciał, a ona padła z płaczem
okropnym, jakby się świat cały nad nią zawalał.
Dopiero w dobre parę pacierzy przyszła niecoś do siebie, nie mogąc jeszcze wyrozumieć
wszystkiego, to jeno czuła okropnie, że stała się jej krzywda, stała się jej taka straszna niesprawiedliwość;
iż serce rozpękało z bólu, dusiła się w sobie i chciało się jej krzyczeć ze
wszystkich sił, na cały ten świat - jako niewinowata, niewinowata!
Wołała za nim, choć już i kroki jego ucichły, wołała w całą tę noc - na próżno.
Głęboka, ciężka skrucha i ten żal serdeczny, i ten strach głuchy, gnębiący, okropny, że
może on już nie powróci, i tu miłowanie dawne, z nagła zmartwychwstałe, zwaliły się na nią
ciężkim, twardym brzemieniem nieutulonych smutków, że już i na nic nie bacząc, ryczała w
głos idąc do chałupy...
Na ganku zetknęła się z Kłębiakiem, któren jeno wsadził głowę do izby i krzyknął:
- Chłopski las rąbią! - i dalej poleciał.
Migiem ta wieść rozlała się po wsi, buchnęła kiej pożar ogarniając wszystkie serca strapieniem
a gniewem srogim, że już drzwi się nie zamykały, tak biegali po chałupach z nowiną.
Juści, rzecz była wielka dla wszystkich i tak groźna, że cala wieś przycichła z nagła, jak
kieby piorun uderzył, chodzili lękliwie, na palcach, gadali szeptem ważąc każde słowo, rozglądając
się trwożnie i nasłuchując czająco, nikto nie krzyczał, nikto nie lamentował i nikto
pomstą nie trząchał, bo każden czuł w tej minucie, że to nie przelewki, a sprawa taka, na którą
babie piski nie poredzą, a ino mądre pomyślenie i to społeczne postanowienie.
Wieczór był już późny, ale śpik wszystkich odleciał, nie jedni kolacji odbieżeli, zapominali
o obrządkach wieczornych, zapominali zgoła o sobie, a jeno się snuli po drogach, wystawali
w opłotkach, to nad stawem, i szepty ciche, trwożne, przytajone drgały w mroku kiej ten
brzęk pszczelny.
Czas też był cichszy, deszcz przestał, pojaśniało nawet zdziebko, po niebie leciały chmurzyska
stadami, a dołem nisko przeciągał mroźny wiater, że ziemia jęła się ścinać w grudę i
obmoknięte, czarne drzewa przybladły szroniejące, głosy zaś, choć przyduszone, szły wyraźniej.
Naraz się rozniesło, że poniektórzy gospodarze się zebrali i walą do wójta. Jakoż przeszedł
Winciorek z kulawym Grzelą; przeszedł Caban Michał z Frankiem Bylicą, stryjecznym
Hanczynego ojca; przeszedł Socha; przeszedł Walek z krzywą gębą, Wachnik Józek, Sikora

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595