Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

tego, mierziło się jej życie coraz barzej i jakaś nieopowiedziana tęskność rozrastała się
w duszy, wiedziała to za czym?
Za zło płaciła złem, prawda, ale w sobie była zestrachana cięgiem, pokrzywdzona wielce
i tak rozżalona, że nieraz przepłakała całe długie noce, aż poduszka była mokra, a nieraz te
dnie swarów, kłótni tak się jej przykrzyły, iż była gotową uciekać choćby w cały świat!
Ale gdzie to pójdzie, dokąd?
Dookoła stał świat otwarty, ale tak straszny, tak nieprzenikniony, tak obcy i głuchy, że
zamierała z bojaźni jako ten ptaszek, kiej go chłopaki przychwycą i pod garnczek wsadzą.
To i nie dziwota, że z tego wszystkiego garnęła się do Antka, choć go miłowała jakby jeno
ze strachu i rozpaczy, bo wtedy, po onej nocy strasznej, po ucieczce do matki cosik pękło
w niej i pomarło, że się już nie wyrywała do niego całą duszą jak przódzi, nie biegała na każde
zawołanie z bijącym sercem a radością, a jeno szła jakby z musu niewolenia, a i bez to, że
w chałupie źle było i nudno, a i bez to, że na złość staremu, a i bez to, iż się jej widziało, że
wróci to dawne, wielkie miłowanie - ale na dnie głębokim serca krzewił się zjadliwy kiej trutka
żal do niego, iż to wszystko, co ją spotyka, te smutki, zawody, to całe ciężkie życie, to
przez niego; i ten jeszcze boleśniejszy, cichszy i nigdy nie wypowiadany żal, że on nie jest
tym, jakiego w sobie umiłowała - dziki, szarpiący żal zawodu i rozczarowania. Przeciech się
jej widział raniej jakimś inszym, takim, któren do nieba unosił miłowaniem, zniewalał dobrością
i był ponad wszystko na świecie najmilejszy, a tak różny od drugich, że zgoła do nikogo
niepodobien we wszystkim - a teraz widział się jej takim samym jak i drugie chłopy, gorszym
nawet, bo się go barzej bojała niźli Boryny, bo ją straszył ponurością swoją i cierpieniem, a
przerażał zawziętością. Bojała się go, wydawał się jej dzikim i strasznym kiej ten zbój z lasów;
jakże, sam ksiądz wypomniał go w kościele, wieś cała odstąpiła, ludzie palcami wytykali
jako tego najgorszego; biła od niego jakaś zgroza śmiertelnego grzechu, że nieraz słuchając
jego głosu, zamierała z przerażenia, bo widziało się jej, że zły jest w nim i całe piekło
dookoła; robiło się jej wtedy tak straszno w duszy, jak wtedy, gdy dobrodziej naród napomina
i mękami straszy!
Ani jej nawet na myśl przyszło, że i ona winowata tych grzechów jego, gdzie zaś, jeśli
czasem rozmyślała, to jeno o jego odmienności, nie poredziła tak jasno kalkulować, ale czuła
ją tylko mocno, że bezwolnie traciła coraz barzej serce do niego i sztywniała mu nieraz w
ramionach, jakby piorunem z nagła rażona, pozwalała się brać, bo jakże opierać się takiemu
smokowi?... a przy tym młoda przeciech była, o krwie gorącej, mocna, a on dziw nie zduszał
w uściskach, to mimo wszystko, co myślała, oddawała mu się również potężnie tym rzutem
ziemi spragnionej wiecznie ciepłych dżdżów i słońca, jeno że już ni razu dusza jej nie padała
mu do nóg z onej uciechy niepowściągliwej, ni razu nie omraczało jej czucie takiego szczęścia,
co to aż do proga śmierci z lubością wiedzie, ni razu nie zapamiętała się już do cna, nie;
myślała wtedy o domu, o robotach i o tym, bych staremu co nowego na złość zrobić, a czasem,
aby jak najprędzej ją puścił i poszedł sobie.
Właśnie teraz snuło się jej to wszystko po głowie, spuszczała wody od kopców na podwórze,
robiła od niechcenia, z przykazu jeno, spoglądając pilnie za głosem starego i doszukując
się go w podwórzu, Pietrek robił zawzięcie, że ino warczała gruda i błoto wyrzucane, a
ona zaś chyba tyla, by jeno słychać było, że robi, a skoro stary poszedł do domu, naciągnęła
zapaskę na głowę i ostrożnie przebrała się za przełaz, pod Płoszkową stodołę.
Już tam Antek był.
- Dyć czekam na cię z godzinę - szepnął z wymówką.
- Mogłeś nie czekać, kiej ci było gdzie indziej potrza burknęła niechętnie rozglądając się
dokoła, noc bowiem była dość widna, deszcz ustał, ino zimny, suchy wiatr pociągał od lasów

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595