Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

A że dnie były coraz dłuższe, to i barzej się mierziło ludziom, boć nikto roboty żadnej nie
miał, paru robiło na tartaku, paru zwoziło z lasu drzewo dla młynarza, a reszta wałęsała się po
chałupach, wysiadywała w sąsiedztwach, bych jakoś ten dzień się przewlókł - a jaki taki, co
starowniejszy, brał się narządzać pługi, to brony lub inszy sprzęt gospodarski sposobił na
zwiesnę, do roli przydatny, jeno niesporo to szło i ciężko, bo wszystkim zarówno dokuczały
pluchy i frasunki przejmowały serca; oziminy bowiem srodze cierpiały od tych wycinków, że
już miejscami na niższych polach widziały się do cna wymarzłe, to niejednemu kończyła się
pasza i głód zaglądał do obór, gdzie znów ziemniaki pokazały się przemrożone, owdzie choroby
zagnieździły się w chałupie, a do wielu przednowek się dobierał.
Nie w jednej bo już chałupie jeno raz w dzień warzyli jadło, a sól za jedyną okrasę mieli -
to i coraz częściej ciągnęli do młynarza brać ten jaki korczyk na krwawy odrobek, bo zdzierus
był srogi, a nikto gotowego grosza nie miał ni co wywieźć do miasteczka, drudzy zasie to i do
Żyda do karczmy szli skamląc, bych ino na bórg dał tę szczyptę soli, jaką kwartę kaszy albo i
ten chleba bochenek!
Juści, koszula nie rządzi, kiej brzuch błądzi.
A narodu potrzebującego było tyla, zarobków zaś żadnych i u nikogo, gospodarze sami
nie mieli co robić, dziedzic jak się był zawziął, że żadnemu Lipczakowi grosza zarobić w lesie
nie da, tak i nie ustąpił mimo próśb, choć całą gromadą do niego chodzili, to juści, że i
bieda u komorników i co biedniejszych gospodarzy robiła się taka, że dobrze stojał niejeden i
Bogu dziękował, jeśli miał choć ziemniaki ze solą i te gorzkie łzy za przyprawę.
To juści, że z tych różnych różności rodziły się we wsi ciągłe biadania, swary a kłótnie, a
bijatyki, boć naród cierpiał, chodził strapiony, niepewny jutra, struty niepokojem, że jeno
szukał okazji, bych na drugich wywrzeć z nawiązką to, co go na wnątrzu jadło - toć i bez to aż
się chałupy trzęsły od plotek, kłyźnień a przemówień.
A kieby na tę przykładkę diabelską zwaliły się choroby różne na wieś, jak to zresztą
zwyczajnie bywa przed zwiesną, w niezdrowy czas, kiej wapory smrodliwe biją z tającej ziemie,
to i najpierwej spadła ospica kiej ten jastrząb na gąsięta i dusiła dzieciątka, biorąc kajś
niekaj i starsze, że nawet dwoje wójtowych, najmłodszych, nie odratowały sprowadzone
dochtory i powieźli je na cmentarz, potem zaś febry i gorączki, to insze choróbska zwaliły się
na starszych, iż co drugi dom ktosik kwękał, na księżą oborę patrzył i zmiłowania Pańskiego
wyglądał - aż Dominikowa nie mogła nastarczyć lekować, a że przy tym i krowy zaczynały
się cielić, i niektóra kobieta też zległa, to rwetes we wsi stawał się coraz większy i zamieszanie
jeszcze narastało.
Bez takie ano sprawy naród burzył się w sobie i coraz niecierpliwiej wyglądał zwiesny,
boć wszystkim się widziało, że niech jeno śniegi spłyną, ziemia odtaje i przeschnie, słońce
przygrzeje, bych można wyjść z pługiem; na role, to i biedy a frasunki się skończą.
Ale wszystkim się widziało, że wiosna wolniej nadchodzi latoś niźli po drugie roki, bo
wciąż lało i ziemia wolniej puszczała, i wody leniwiej spływały, a co gorsza, że ano krowy
jeszcze się nie leniły i włos mocno siedział, co znaczyło, że zima potrzyma dłużej.
Więc niech jeno nastała jaka godzina suchsza i słońce zaświeciło, roiło się zaraz przed
chałupami, ludzie z zadartymi głowami tęskliwie przepatrywali niebo wymiarkowując, zali to
nie na dłuższą odmianę idzie, staruchy zaś wyłazili pod ściany nagrzewać struchlałe kości, a
co było dzieci, wszystkie biegały z wrzaskiem po drogach, kiej te źrebaki wypuszczone na
pierwszą trawę.
I co w taki czas było radości, wesela, śmiechów!
Świat cały zajmował się płomieniami od słońca, gorzały światłością wody wszelkie, rowy
były, kiejby je kto roztopionym słońcem napełnił po brzegi, drogi zaś widziały się jakby z

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595