Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

niebo, a tak rosły i trzęsły się w onych dalekościach, tak się jarzyły bystro, aż po śniegach
szły skrzenia. Mróz zaś brał srogi i podnosiła się taka skrzytwa, aż w uszach dzwoniło i żeby
najcichszy głos, a leciał światem całym.
W chałupach zaś ognie zapalali i spieszyli z wieczorowymi obrządkami, jeszcze wodę
nosili ze stawu, jeszcze czasem skrzypnęły wierzeje albo się jakie bydlątko ozwało, to ktosik
podążał spieszno saniami, a ludzie w dyrdy ganiali po obejściach, bo parzyło w twarze jakby
rozpalonym żelazem i dech zapierało, ale już wieś cichła całkiem.
Jeno od karczmy coraz ostrzej rozlegały się muzyckie głosy, bo juści, że prawie z każdej
chałupy ktosik się tam przebierał na przewiady, a insze zaś, którym nie było do zmówin ni do
spraw, też ciągnęli, bo im gorzała pachniała. Że zaś i babom cniło się ostawać samym, a
dziewczyny aż piszczały do gzów i na muzykę nogami przebierały, to raz w raz, nim się jeszcze
do cna ściemniało, leciały chyłkiem do karczmy, rzekomo by chłopów nagnać do domów,
ale już ostawały. Juści, że za ojcami i dzieci ciągnęły co starsze, zwłaszcza chłopaki zwoływali
się z opłotków gwizdaniem i szli kupą, zalegając karczmowe sienie i przyzby, choć mróz
prażył żywym ogniem.
A w karczmie kłębiła się już niezgorsza gęstwa.
Tęgi ogień buzował się na kominie, że z pół izby zalewało krwawe światło szczap, których
Żyd cięgiem przykładać kazał dziewce, bo kto ino wszedł, otrzepywał buciska o trzon,
nagrzewał zgrabiałe ręce i szedł w ciżbę odszukiwać swojaków, że to, mimo ognia i lampy
nad szynkwasem, mrok zalegał kąty i trudno było zrazu rozeznać. W jednym kącie ode drogi,
na kłodach od kapusty, siedziały muzykanty pobrzękujący niekiedy, jakby od niechcenia, bo
się jeszcze tany nie rozpoczęły na dobre, tyla co tam jakaś niecierpliwsza para się pokręciła.
Na izbie zaś, pod ścianami, przy stołach kupili się kompaniami ludzie, ale mało kto ściskał
kieliszek i przepijał, a jeno rajcowali rozglądając się wkoło, a bacząc na wchodzących.
Jeno przy szynkwasie był większy rejwach, bo stali tam całą kupą goście Kłębowi i familianci
Sochy, ale też jeszcze z rzadka przepijali do się, a tylko poredzali, świadczyli sobie
godności, jak to przystało na zmówinach.
Wszyscy zaś często a nieznacznie naglądali pod okna, gdzie za stołami siedziało kilkunastu
Rzepczaków, przyszli jeszcze za dnia i ostali. Nikt im wstrętów nie czynił, ale i nikto się
do nich nie kwapił, tyle co Jambroży zaraz się z nimi pokumał i sielnie gorzałę ciągnął a ocyganiał,
co ino wlazło. A pobok nich stojał Bartek z tartaku ze swoimi i w głoś opowiadał, co
im rzekł dobrodziej, a sielnie pomstował na dziedzica, w czym mu najgłośniej wtórował
Wojtek Kobus, chłop suchy, mały a tak zapalczywy, że cięgiem się podrywał, walił pięściami
w stół i ciepał się jako ten ptak, którego przezwisko nosił, z rozmysłem zaś to czynił, bo domyślali
się, że Rzepczaki ciągną na jutro do boru do rąbania, ale żaden z nich jakby nic nie
słyszał, tak siedzieli spokojnie, zajęci między sobą.
Nikto też z gospodarzy nie słuchał tych wyzwisk ni zbytnio do serca nie brał, że dobrodziej
nie chciał się wstawiać za nimi do dziedzica, a naprzeciw, odwracano się od nich i unikano,
czym głośniej krzyczeli, w gąszczu bowiem, jaki rozpierał karczmę, stowarzyszał się
każden do upodoby i kupił, gdzie było dogodniej, nie bacząc na sąsiadów - tylko jedna Jagu-
stynka chodziła od kupy do kupy, podjudzała, żarty stroiła, nowiny w uszy ludziom kładła,
pilnie jednak bacząc, gdzie już pobrzękują flachy a kieliszek kołem chodzi.
I tak powoli, z wolna, niepostrzeżenie wciągał się naród do zabawy, bo coraz większy
gwar napełniał izbę i coraz częściej podzwaniały kieliszki, i coraz gęściej się robiło, że już
drzwi się prawie nie zamykały, tak szli i szli aż muzykanci, uczęstowani przez Kłęba, urznęli

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595