Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

go ino nie przebudzić, a na świtaniu, kiedy się zabierał do roboty, uwarzyła mu garnuszek
mleka do ziemniaków, by se podjadł i rozgrzał się lepiej.
- Psiakrótka, tak mię gnaty bolą, że ruchać się nic mogę! - wyrzekał.
- To ino tak zrazu, boście niezwyczajni, niewłożeni...tłumaczył stary.
- Przejść przejdzie, wiem. Przyniesiesz to, Hanuś, obiad?
- Przyniesę, a gdziebyś to latał taki karwas drogi, przyniesę...
Poszedł zaraz, bo trzeba było równo z dniem stawać na robocie.
I tak mu się zaczęły dnie ciężkiej, znojnej pracy.
I czy mróz choćby i największą skrzytwą prażył, czy zawierucha dęła i biła wichurą i
śniegiem, że oczów nie było można ozewrzeć, czy odwilż przychodziła, że trzeba było stać
dnie całe w rozmiękłym śniegu, a przykry, wilgotny ziąb w kości właził, czy śniegi sypały, że
topora własnego mało co widział - trzeba było zrywać się do dnia, bieżyć i dnie długie pracować,
aż gnaty trzeszczały i każda żyła z osobna pruła się z utrudzenia, a śpieszyć się do tego,
bo cztery piły tak zeżerały drzewo, że ledwie mogli nastarczyć i Mateusz poganiał.
Ale nie to mu się mierziło, nie ciężka praca, nie wichry złe, skrzytwy, pluchy czy śniegi
srogie, wzwyczajał się był do tego po trochu - bo jak się człek przyłoży, to mu i w piekle niezgorzej
- powiadają mądre ludzie, jeno czego znieść nie mógł, to tego Mateuszowego przodownictwa
i tych jego ciągłych doskwierań.
Inni już na to nie baczyli, a on za każdą razą kiej posłyszał, wrzał złością, a nieraz tak
odwarknął, że tamten ino ślepiami błyskał, a znowu; jakby z rozmysłem, do wszystkiego się
czepiał, niby nie prosto w oczy, ale tak zawżdy utrafił w słabiznę, aż skóra cierpła na Antku i
pięście mu się zwierały, hamował się jednak jeszcze, jak mógł, przyciszał, a tylko te przygryzki
w pamięć zgarniał, czuł dobrze, że Mateusz na okazję czekał, by go z roboty wygonić...
Antkowi zaś tak o robotę nie chodziło wiele, a ino o to, by się nie dać przeprzeć i zmóc
bele komu, takiemu łachmytkowi jak Mateusz.
Dość, że się zawzinali na się coraz srożej, bo na samym dnie złości, jak zadra boląca,
tkwiła Jagusia. Obaj oni, a już z dawna, jeszcze od wiosny, a może i od zapust, chodzili za nią
na przyprzążkę i przepierali jeden drugiego kryjomo, dobrze jednak wiedząc o sobie. Jeno
Mateusz robił to prawie na oczach wszystkich i w głos powiadał o swoim miłowaniu, a Antek
kryć się z tym musiał, to i głucha, paląca zazdrość parzyła mu serce.
Nigdy oni nie trzymali ze sobą przyjacielstwa, a zawdy się boczyli na siebie i odgrażali
przed ludźmi, że to i każdy z nich miał się za najmocniejszego chłopa we wsi, ale teraz z dnia
na dzień rosła w nich złość do siebie i zawziętość, iż po jakimś tygodniu to się już nie witali, a
przechodzili mimo, krzesząc ślepiami jako te dwa wilki rozsrożone.
Mateusz nie był zły ni nieużyty, a nasprzeciw, serce miał wspomogliwe i szeroką rękę,
jeno zbyt dufał w siebie, zbyt się wynosił nad drugie i za nic je sobie ważył, a i tę miał jeszcze
wadę, że za takiego się miał kawalera, któremu żadna dziewucha się nie oparła, lubił się tym
puszyć, rozpowiadać, byle ino przodować we wszystkim. Więc i teraz w smak mu to szło i
rad gadał, że Antek robi u niego i słucha się we wszystkim, a w oczy pokornie patrzy jak ta
trusia, byle go ino z roboty nie wygonił.
Dziwno to było znającym Antka, ale tak miarkowali, że się chłop upokorzył i przygiął,
byle ino roboty nie stracić, a drugie zasię dowodzili, że z tego wyjdą jeszcze historie, bo Antek
nie daruje i nie dziś, to jutro odbije swoje, i gotowi byli nawet o zakład iść, że Mateusza
spierze na kwaśne jabłko.
Juści, że Antek o tych gadkach nie wiedział, bo do chałup nie zaglądał, znajomków wymijał
bez słowa, a z roboty wprost do domu szedł i na odwrót, ale dobrze czuł, że tak być musi,

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595