Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.
  • kancelaria notarialna Olsztyn

Lektury on-line Olsztyn: Chlopi

Tomy: 1 2 3 4

co strat pomniejszych! Co drzew wyłamała w sadach i borach! Na wielkiej drodze wyrwała
cosik ze dwadzieścia topoli, że padły w poprzek kiej te trupy srodze pomordowane i obdarte.
W te wiejne i wrzaskliwe dni Lipce były jakby wymarłe; wichura hulała po drogach z taką
mocą, że kto się ino wychylił z chałupy, wnet go przycapiała za łeb i waliła, gdzie popadło
- w rowy, o drzewa, na płoty ciepała, a nawet Jaśka Przewrotnego zwiała z mostu do stawu,
że ledwie się chłopak wygramolił, a dęła wciąż, sypała piaskiem i niosła gałęzie, wióry, snopki
z dachów, czasem i wierzchół pomniejszy, że leciały w kurzawie niby te ptaszyska rozgonione
i tłukły się o ściany, we świat gnały!
Najstarsi ludzie nie baczyli tak swarliwych i uprzykrzonych wiatrów.
Gnietli się też po zadymionych chałupach i swarzyli z ckności niemało, bo ciężko było
nosa pokazać za węgieł , tyla że niecierpliwsze kobiety przebierały się raz w raz chyłkiem
pod płotami, niby to z kądzielą szły do kum a głównie, bych pomleć ozorami a nawyrzekać;
chłopy zaś młóciły zawzięcie, spoza przywartych wrótni stodół biły cepy od rana do późnego
wieczora, mróz owarzył zboże. to łacniej się łuszczyło, a ino na odwieczerzu, kiej wichura
nieco folgowała, niejeden z parobków przemykał się z ćwiartką jaką do karczmy.
A wichry wciąż jednako wiały i gryzły mrozem coraz krzepciej, że już od tej wiejby pozamarzały
rzeczki i strugi, bagna stężały, staw nawet pokrył się przejrzystym, modrym prawie
lodem, tyle że ino przy moście, gdzie głębiej było, woda się jeszcze burzyła i nie dawała, ale
brzegi leżały już skute na moc, że trzeba było przyręble ciąć dla wodopojów.
Dopiero przed samą świętą Łucją przyszła odmiana.
Mróz sfolżał i ociepliło się zdziebko, wichry jakby zdychały, bo ino od czasu do czasu
przedmuchnęły świat, ale już miętsze i nie tak swarliwe, niebo zaś się wyrównało kieby to
pole zbronowane, a pokryte wielgachną siwą, zgrzebną płachtą, a tak nisko się opuściło, iż
jakby się na przydrożnych topolach wsparło. Ale posępnie było, szaro i głucho.
A skoro jeno przedzwonili na południe, zmroczało się nieco i jął padać śnieg dużymi
płatami, a sypał gęsty, bo wnet opierzył wszystkie drzewa i wyniosłości.
Noc się rychlej zrobiła, ale śnieg nie przestawał, sypał coraz gęściej, suchszy nieco a
sypki, i tak już przez całą noc padał.
Na świtaniu było już śniegu na dobre trzy piędzie, do cna przyokrył kożuchem ziemię i
przesłonił świat cały modrawą białnością, a leciał wciąż, bez przestanku.
Taka cichość padła na ziemię, że ani jeden powiew nie zadrgał, ani jeden dźwięk się nie
przedzierał wskroś tych spływających puchów, nic, zamilkło wszystko, ogłuchło, jakby przed
cudem stanęło i przychylone nieco zasłuchało się uroczyście w tym ledwie wyczutym szeleście,
w tym locie cichym, w tej białości martwej, rozdrganej i opadającej nieustannie.
Biaława ćma się czyniła, rosła, stawała; biały, migotliwy, niepokalany brzask sypał się by
ta wełna najbielsza, najmiększa, najśliczniejsza; suły się gęstwą nieprzeliczoną by ta zamarzła
poświata, jakoby wszystkie gwiezdne światłości, zakrzepły w szron i starte lotem podniebnym
na proch, świat zasypywały, przysłoniły się rychło bory, przepadły pola, że ani okiem uchwycił,
zginęły drogi, roztopiła się wieś cała i wsiąknęła w tę białość cudną, w ten oślepiający
tuman, a w końcu nie było już dla oczów nic widne, prócz tych strug śnieżystego pyłu, spływającego
tak cicho, tak równo, tak słodko, kiej te wiśniowe okwiaty w noc miesięczną.
Na trzy kroki nie dostrzegł chałupy ni drzewa, ni płotu ni czyjej postawy, ino głosy ludzkie
latały w tej bieli kiej osłable motyle, a mylnie, bo nie wiada skąd płynące, dokąd - a coraz
słabiej się trzepotały, coraz ciszej...
I tak sypało dwa dni i dwie noce, że w końcu zasypało chałupy, iż się wznosiły jako te
śniegowe kopice, buchające brudnymi kołtunami dymów, drogi się wyrównały z polami, sady

Strony:
123456789101112131415161718192021222324252627282930313233343536373839404142434445464748495051525354555657585960616263646566676869707172737475767778798081828384858687888990919293949596979899100101102103104105106107108109110111112113114115116117118119120121122123124125126127128129130131132133134135136137138139140141142143144145146147148149150151152153154155156157158159160161162163164165166167168169170171172173174175176177178179180181182183184185186187188189190191192193194195196197198199200201202203204205206207208209210211212213214215216217218219220221222223224225226227228229230231232233234235236237238239240241242243244245246247248249250251252253254255256257258259260261262263264265266267268269270271272273274275276277278279280281282283284285286287288289290291292293294295296297298299300301302303304305306307308309310311312313314315316317318319320321322323324325326327328329330331332333334335336337338339340341342343344345346347348349350351352353354355356357358359360361362363364365366367368369370371372373374375376377378379380381382383384385386387388389390391392393394395396397398399400401402403404405406407408409410411412413414415416417418419420421422423424425426427428429430431432433434435436437438439440441442443444445446447448449450451452453454455456457458459460461462463464465466467468469470471472473474475476477478479480481482483484485486487488489490491492493494495496497498499500501502503504505506507508509510511512513514515516517518519520521522523524525526527528529530531532533534535536537538539540541542543544545546547548549550551552553554555556557558559560561562563564565566567568569570571572573574575576577578579580581582583584585586587588589590591592593594595